Czym różni się emeryt od rencisty, czyli o matczynej miłości

Ostatnio przeczytałem artykuł Aleksandry Wiktorow o systemie emerytalno-rentowym i propozycjach zmian, jakie zgłasza (podobno) rząd. Ten tekst uświadomił mi nareszcie sposób myślenia "ekspertów" od świadczeń, a przynajmniej części z nich. Oni po prostu nic nie rozumieją.

Pani Wiktorow jest specjalistą w swojej dziedzinie, czyli w finansach ubezpieczeń społecznych. Jest także jednym z twórców reformy ubezpieczeń społecznych sprzed ponad dekady i – jak to bywa z matkami – broni swojego dziecka, choćby było głupie i brzydkie. A przede wszystkim nie dostrzega różnicy pomiędzy emeryturą i rentą, czy też ogólniej – emerytami i rencistami. A przecież różnica jest ogromna.

Emeryt to osoba, która przepracowała swoje, pracodawca zapłacił na spółkę z emerytem odpowiednie składki i emerytura należy się jak psu zupa. Emeryt ma odpowiedni wiek i staż pracy zapisany w ustawie i koniec. Proste.

Zupełnie inaczej jest z rencistami. Co prawda pewne okresy składkowe też są obowiązkowe, ale to w zasadzie jedyny precyzyjny wyznacznik. Dalej rozlewa się morze umowności, subiektywnych ocen, niejasności. Pani Wiktorow stwierdza, że Są to, wydawałoby się, dość precyzyjne definicje. Nie może pracować – dostaje rentę. Może pracować – renty nie dostaje. To właśnie tutaj tkwi podstawowy błąd myślowy pani profesor – nie da się stwierdzić, że ktoś może lub nie może pracować. Po prostu się nie da i już.

Na możliwości zatrudnienia wpływ ma niezwykle wiele czynników: wykształcenie, miejsce zamieszkania, wewnętrzna motywacja, rodzaj niepełnosprawności i wiele innych. A nawet uwzględniając je wszystkie – jedna osoba będzie pracować, a inna nie, bo zależy to także po prostu od szczęścia. W artykule autorka posuwa się do drastycznych uproszczeń, których nie da się obronić w realnym życiu.

Skąd takie podejście? mogę tylko podejrzewać, choć nie będę daleki od prawdy. Podejrzewam, że bierze się ono z ekonomicznego, czy wręcz finansowego myślenia o polityce społecznej. Prowadzi ono krótką ścieżką do myślenia "ograniczyć dostęp, by ograniczyć wydatki". Zza tego myślenia nie widać celu nadrzędnego, chociaż pani Wiktorow właśnie tego oczekuje.

Takim celem może być zabezpieczenie bytu osób niepełnosprawnych (będę tego zwrotu używał, chociaż znam różnicę pomiędzy nim a osobą niezdolną do pracy). Mam jednak nadzieję, że w XXI wieku taki cel nie może być już postawiony. Celem nadrzędnym może być aktywizacja osób niepełnosprawnych, a wówczas należy usuwać wszelkie bariery w dochodzeniu do tego celu. Ograniczanie dorabiania do rent jest właśnie taką barierą, o czym świadczą badania przeprowadzone na przykład w powiatowych urzędach pracy. Cel może być jeszcze inny: wyrównywanie szans osób niepełnosprawnych i takie postawienie celu nakazuje przedefiniować rentę z elementu zabezpieczenia w element kompensacji podwyższonych kosztów funkcjonowania. W takiej sytuacji dyskusja "zabierać czy nie zabierać" traci sens. Takie rozwiązanie funkcjonuje w Niemczech pod nazwą Blindengeld, w Czechach i zapewne w innych krajach. Częściowo takim instrumentem jest zasiłek i dodatek pielęgnacyjny, ale jego wysokość i sposób przyznawania nie pozwalają na uznanie go za instrument satysfakcjonujący.

Najciekawsze jest to, że problem pojawił się właśnie w wyniku reformy ubezpieczeń społecznych z 1997 roku. Teoretycy ubezpieczeniowi wymyślili abstrakcyjny model, którego nie da się wdrożyć w praktyce, a teraz dziwią się, że nie działa. Może za mało pytali ekspertów od polityki społecznej, psychologów i socjologów. Człowiek zazwyczaj zachowuje się w określonym systemie optymalnie dostosowując się do niego i maksymalizując korzyści przy jednoczesnym minimalizowaniu wysiłku. Gdyby zamodelowano człowieka i jego zachowania, zamiast modelowania wydatków, to może nikt nie wpadłby na absurdalny pomysł, że ktoś z własnej woli będzie pracował przez cały miesiąc za trzysta złotych. Dlatego renciści socjalni pracują za 30% przeciętnego wynagrodzenia, a pozostali za 70%. Dostosowali się. Co się stanie w wypadku zakazu dorabiania? Niewielka część zrezygnuje z renty na rzecz pensji, ale większość z niepewnej pensji na rzecz pewnego świadczenia. To takie proste, a tak niezrozumiałe dla pani Wiktorow…

Teraz stawiam publicznie pytanie: czy ja jestem zdolny do pracy, czy też nie? Trochę to ekshibicjonizm, ale dodam szczegóły: jestem osobą całkowicie niewidomą i z niesprawną nogą. Mieszczę się w systemie, czy też nie? Jak powinien zdecydować lekarz orzecznik? Na takim absurdalnym pomyśle zbudowano system orzekania o niezdolności do pracy i ten system trwa. Pani profesor – czasem należy przyjrzeć się krytycznie własnemu dziecku, bo w przyszłości wyrośnie na bandziora lub narkomana. Albo na polityka.

About these ads

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: