Trudna droga do dostępnego pliku PDF

Ponieważ Internet to nie tylko HTML, CSS i Flash, postanowiłem sprawdzić, jak można zrobić dostępny plik PDF. Dostępność plików zapisanych w tym formacie jest często bardzo różna, a zpopularność duża, więc może komuś przyda się opis moich perypetii.

 

Format PDF jest autorstwa firmy Adobe i pochodzi od języka PostScript. Jest bardzo elastycznym rozwiązaniem, co czasem jest zaletą, a czasem wadą. Sposobów tworzenia plików PDF jest wiele i wiele też powstało bibliotek wspierających destylowanie ich za pomocą sterowników drukarkowych.

Zacząłem od pobrania zestawu aplikacji do generowania plików PDF z serwisu http://www.dobreprogramy.pl. Były to:

Tak wyposażony postanowiłem przeprowadzić testy polegające na konwersji dokumentu w formacie MS Word 2003 do formatu PDF. Dokument liczył 18 stron, zawierał nagłówki, listy numerowane i wyliczeniowe oraz tabelkę. Potem sprawdzałem dostępność plików PDF pod kątem prawidłowego odczytu polskich liter i  ogólnych odczuć estetycznych.

Większość z aplikacji (poza OpenOffice.org) instalowało się jako wirtualne drukarki. Można więc było używać ich ze wszystkich aplikacji, które pozwalają na drukowanie. Najczęściej obsługa ograniczała się do wyboru drukarki i wskazania miejsca zapisania pliku. Jednak nie zawsze było to takie proste.

Pierwszym wypróbowanym sterownikiem był BullZip, który bardzo szybko przetworzył plik, który następnie został wyświetlony w programie Adobe Reader. Jednak jego dostępność mnie rozczarowała: brakowało litery "ż", zamiast której wyświetlała się litera "S", a sam dokument nie miał żadnej struktury. Tabela była wyłącznie zasymulowana spacjami, choć zapewne wyglądała dobrze.

A zatem wypróbowałem CutePDF Writer i rozczarowanie było jeszcze większe. W tym pliku litery "ż" w ogóle nie było, a litery "ą" i "ę" zostały pozbawione ogonków. Tabela zachowywała się identycznie, jak w wypadku BullZip.

Postanowiłem się nie zrażać i spróbowałem po raz trzeci, tym razem za pomocą aplikacji doPDF i zostałem nagrodzony! Polskie literki były wszystkie na miejscu, choć tabela wciąż była bez żadnej struktury. Sukces był jednak duży, bo powoli zaczynałem wątpić w możliwość łatwego tworzenia PDF-ów.

Teraz na warsztat trafiła najbardziej zaawansowana aplikacja Jaws PDF Creator. Z rodziną jednak dobrze wygląda się tylko na fotografii – Jaws PDF nie polubił się z moim JAWS for Windows, który milkł za każdym razem, gdy wyświetlało się okno z nazwą pliku i schematem konwersji. Dzięki NVDA i wrodzonej zaradności ominąłem te problemy tylko po to, by ogromnie się rozczarować. O polskich literkach można zapomnieć, a struktura – podobnie, jak w poprzednich aplikacjach – nie itniała. Nie pomogło też włączenie osadzania czcionek TrueType w ustawieniach.

Kolejną aplikacją był PDFCreator, który mile zaskoczył prostym, ale funkcjonalnym okienkiem, w którym można było ustawić metaznaczniki: autora, temat, daty stworzenia i modyfikacji oraz słowa kluczowe dla dokumentu. Plik można było – oprócz zapisania na dysk – wysłać pocztą elektroniczną. Cóż z tego, gdy problem z literą "ż" był identyczny, jak w wypadku BullZip… Jak się zdaje, obie aplikacje korzystają z tego samego destylatora – GhostScripta.

Efekt użycia PDFFactory był niemal identyczny z doPDF – litery polskie były osadzone prawidłowo, ale nie było ani śladu tagów. Jednak ta aplikacja zostawia w stopce stempel reklamowy, który przestanie się pojawiać po zakupieniu programu. Jest to więc aplikacja mało użyteczna, skoro można uzyskać ten sam efekt za darmo.

Jeszcze gorzej było z QPrint, który wypróbowałem jako ostatni sterownik drukarkowy. Po wybraniu tego sterownika i naciśnięciu przycisku "OK" wyświetliło się okienko reklamowe, którego nie mogłem w żaden sposób ominąć. Po kilku minutach walki poddałem się i nie wygenerowałem pliku PDF.

Na koniec zostawiłem sobie możliwość konwersji pliku DOC do formatu PDF za pomocą aplikacji OpenOffice.org Writer, czyli edytora tekstu z darmowego pakietu OpenOffice.org. Otworzyłem plik w edytorze i z menu Plik wybrałem Eksportuj do PDF. Nic nie ustawiając w opcjach wnacisnąłem Eksportuj, a następnie wybrałem nazwę  miejsce zapisania pliku. Bingo! Polskie litery były na miejscu, ale to nie wszystko – nagłówki nadal były nagłówkami, a listy – listami. Tylko tabela przestała być tabelą. Efekt zatem był najlepszy ze wszystkich, choć osiągnięty innymi metodami. Trzeba tu pamiętać, że to nie jest dokładna kopia z MS Worda, bo edytor Writer może dokonywać pewnych zmian w formatowaniu tekstu.

Opisane aplikacje nie są oczywiście wszystkimi dostępnymi na rynku. Istnieją jeszcze różne inne – zarówno bezpłatne, jak i komercyjne. Zabrakło w zestawieniu programów firmy Adobe, ponieważ nimi nie dysponowałem.

Ostatecznie mogę zaproponować następującą listę zwycięzców:

  1. OpenOffice Writer.
  2. doPDF.
  3. PDFFactory.

Pozostałe nie nadają się do naszych potrzeb, ponieważ stopień dostępności plików PDF przez nie produkowanych jest nie wystarczający. A może ktoś napisze, jak się tu sprawdza rozszerzenie MS Word 2007 oferowane przez MicroSoft…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: