Ostateczny krach systemu rehabilitacji

Na naszych oczach dokonuje się upadek zaprojektowanego w 1997 roku polskiego systemu rehabilitacji. Obiawy są coraz wyraźniejsze, choć nikt nie mówi o tym głośno.

Sygnałem dowymiecenia śmieci spod dywanu stał się kryzys i związane z nim oszczędności. Nagle okazało się, że niektóre wydatki są nieracjonalne i warto zrobić z nimi porządek. Objawy jednak były widoczne już od dłuższego czasu, lecz były ignorowane – zarówno przez rząd, jak i organizacje pozarządowe.

Najważniejszymi okolicznościami, które zmusiły do uruchomienia dyskursu publicznego, były wzrost zatrudnienia osób niepełnosprawnych oraz przekazanie większej liczby zadań oraz środków finansowych (to drugie w praktyce nie jest prawdą).

Już kilka lat temu zrobiłen pewną symulację obliczając przychody PFRON i jego wydatki związane z dofinansowaniami do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych. Przychody Funduszu biorą się z wpłat obowiązkowych od pracodawców, którzy nie zatrudniają odpowiedniej liczby osób niepełnosprawnych. Z kolei pracodawcy zatrudniający takie osoby mogą liczyć na dopłaty do ich wynagrodzeń i to czasem bardzo tłuste, bo sięgające ponad 2500 złotych miesięcznie na jednego pracownika. Nie trzeba być geniuszem, by zauważyć zagrożenie wbudowane w ten system – im większa liczba osób niepełnosprawnych zatrudnionych, tym mniejsze wpływy, a jednocześnie większe wydatki. Dopóki zatrudnienie utrzymywało się na stosunkowo niskim poziomie, system działał. Wzrost wskaźnika zatrudnienia zaledwie o jeden punkt procentowy zaniepokoił rząd do tego stopnia, że pojawiły się propozycje zmian w tym obszarze, na przykład likwidacji dofinansowań do pracowników z lekkim stopniem niepełnosprawności. Wracając do mojej symulacji sprzed kilku lat – z moich obliczeń wynikało, że system zawali się przy wzroście zatrudnienia o ok. 80 tysięcy osób. W tym roku przyrost ten wyniósł już 23 tysiące osób.

Przekazanie większej liczby zadań do samorządów wojewódzkich i powiatowych sprawiło, że chwieje się podstawa rehabilitacji społecznej i zawodowej – działalność organizacji pozarządowych. Państwo nie realizuje tej rehabilitacji w ogóle, zlecając to organizacjom pozarządowym. Przez wiele lat zajmował się tym PFRON, a obecnie mają się tym zajmować samorządy. One jednak zupełnie nie są na to gotowe i nie potrafią ocenić przydatności konkretnych działań. Do tej pory powiaty zajmowały się głównie udzielaniem indywidualnego wsparcia na turnusy rehabilitacyjne, usuwanie barier architektonicznych i technicznych. Przekazywały też niewielkie środki na wycieczki i imprezy dla osób niepełnosprawnych (tzw. "Dzień kartofla"), jednak wszystkie te elementy były traktowane jak pomoc socjalna, a nie rehabilitacyjna. Rehabilitacja jest kosztowna i wskaźniki produktu nie są bardzo zachęcające do prezentowania w sprawozdaniach. "Dzień Kartofla" sprawdza się tu o wiele lepiej.

Można byłoby powiedzieć, że najlepiej ma się rehabilitacja zawodowa, realizowana przez powiatowe urzędy pracy, warsztaty terapii zajęciowej i zakłady aktywności zawodowej. Jednak ostatnio ukazało się sporo badań na ten temat, z których widać wyraźnie zupełny brak efektywności różnych instrumentów. Polska Organizacja Pracodawców Osób Niepełnosprawnych (POPON) przeprowadziła badania na temat wykorzystywania przez samorządy środków PFRON na rehabilitację zawodową i wyniki są jednoznaczne – samorządy nie potrafią tego robić i często tego po prostu nie robią. Warsztaty terapii zajęciowej doczekały się druzgoczącego raportu Najwyższej Izby Kontroli, o którym wspominałem już wcześniej. A ZAZy… Jest ich tyle, co kot napłakał i do tej pory nie doczekały się przyzwoitej oceny działalności.

System jest coraz kosztowniejszy i coraz mniej efektywny. Pojawiają się zatem głosy o konieczności jego reformy lub całkowitego przebudowania. Głosy ciche i ostrożne, bo wszyscy boją się rewolucji i chaosu z nią związanego. Ta rewolucja jest jednak niezbędna, by system przestał kolapsować pod własnym ciężarem. Czas skończyć z wczasami nazywanymi turnusami rehabilitacyjnymi, świetlicami nazywanymi warsztatami terapii zajęciowej i imprezami turystycznymi imitującymi integrację społeczną. To jednak nie wszystkim będzie odpowiadać, bo przyzwyczailiśmy się do utartych torów działania i stawiania znaku równości między osobą niepełnosprawną i osobą biedną, która wymaga jedynie chleba (renty) i igrzysk (turnus rehabilitacyjny).  A zacząć trzeba od zmiany sposobu oceniania efektywności działań – ze wskaźników produktu i wkładu na wskaźniki efektu. Tego wszyscy boją się najbardziej, ale tylko to może dać impuls do aktywności.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: