Czas pracy – czy dyskusja się rozpocznie?

Informowałem już o tym, że PKPP Lewiatan zgłosił propozycję likwidacji skróconego czasu pracy osób niepełnosprawnych. Temat był podejmowany już wielokrotnie, ale wciąż dyskusja utykała w miejscu.

Jak się głębiej zastanowić, to nawet wiadomo dlaczego tak się dzieje. Odebranie jakichkolwiek przywilejów pracowniczych jest rzeczą trudną, w odróżnieniu od ich przyznania. Jeżeli przy tym przywileje te dotyczą pracowników niepełnosprawnych, to sprawa robi się beznadziejna, bo przecież z osób niepełnosprawnych nie można nawet się śmiać.

Dla przypomnienia: przywileje pracownicze zapisane są w ustawie o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych w artykułach 15-20 i są następujące:

  1. Czas pracy osoby niepełnosprawnej nie może przekroczyć 7 godzin dziennie i 40 godzin tygodniowo, a w przypadku osób ze znacznym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności – odpowiednio 7 i 35 godzin.
  2. Pracownikowi niepełnosprawnemu przysługuje dodatkowa przerwa w pracy w wysokości 15 minut.
  3. Przysługuje mu także dodatkowy urlop wypoczynkowy w wymiarze 10 dni.
  4. Pracodawca musi go także puścić na płatne zwolnienie w wymiarze do 21 dni w roku na turnus rehabilitacyjny oraz w ciągu dnia pracy w celu zrobienia badań.
  5. Pracownik niepełnosprawny nie może także pracować w nadgodzinach oraz w porze nocnej.

Sporo tego, a ja kilka lat temu podliczyłem, że z powodu tych uprawnień wydajność pracy pracownika niepełnosprawnego jest niższa od pracownika pełnosprawnego o 23%, na co dopiero nakładają się ograniczenia związane z niepełnosprawnością. Poprawka – pracownika z orzeczeniem i pracownika bez orzeczenia. Niepełnosprawność ma tu niewiele do rzeczy.

W 2007 roku próbowaliśmy przekonać parlamentarzystów i Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej do zlikwidowania tych przywilejów, ponieważ zniechęcają pracodawców do zatrudniania. Spotkaliśmy się ze zrozumieniem ze strony parlamentarzystów i oporem MPiPS. Zaraz potem jednak Sejm się rozwiązał, przyszły wybory i pojawili się nowi ludzie. Temat wtedy umarł i dobrze, że teraz odżył na nowo.

Przypomina mi się tutaj starcie, jakie zaszło między mną, a Ewą Samonek – niewidomym związkowcem – na spotkaniu Krajowej Sieci Tematycznej. Otóż pani Samonek zaczęła na nas krzyczeć, że pozbawiamy pracowników ich praw, a obowiązek rehabilitacji zawodowej spoczywa na pracodawcy i nie należy go z niego zdejmować. Wtedy – przyznaję to ze wstydem – poniosły mnie nerwy i sam nakrzyczałem na panią Samonek, że bezmyślne chronienie przywilejów bardziej szkodzi, niż pomaga. O dziwo – wsparł mnie w tym inny działacz związkowy będący na tym samym spotkaniu, pan Grzybowski.

Z kolei na spotkaniu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, które odbyło się kilka miesięcy później , jedyny głos w tej sprawie, jaki padł ze strony ministerstwa brzmiał mniej więcej tak: "Nie możemy narażać na dodatkowe obciążenia pracowników niepełnosprawnych. To są ludzie chorzy, którzy nie mogą pracować tak, jak inni." I to jest kwintesencja poglądów na tą sprawę ludzi, którzy znają osoby niepełnosprawne tylko ze spotów organizacji zbierających fundusze na opiekę.

Zgadzam się, że są osoby, którym niepełnosprawność uniemożliwia pracę w pełnym wymiarze czasu pracy. Kodeks pracy jednak nie zmusza do pracy 8 godzin dziennie i 40 godzin tygodniowo, a jedynie stawia tutaj górną granicę czasu pracy. Jest wolną wolą pracownika i pracodawcy na jaką liczbę się zgodzą, a pozostaje także praca na pół lub ćwierć etatu. Jest za to ogromna większość osób niepełnosprawnych, które chcą i mogą pracować w normalnym wymiarze, ale ustawodawca im to uniemożliwił. Poza tym od tej reguły jest wyjątek – obniżone normy nie obowiązują przy pracy polegającej na pilnowaniu (strażnicy, dozorcy itp.), a więc nie zawsze niepełnosprawność uniemożliwia normalną pracę…

Wspominałem też już o argumencie, który do tej pory był ukryty głęboko, choć wszyscy o nim wiedzieli. W czwartek otwarcie przedstawiła go przedstawicielka MPiPS na posiedzeniu KNPP, więc go tylko powtórzę: obniżone normy pracy wprowadzono po to, by pracodawcy mogli uzyskać refundację podwyższonych kosztów wynagrodzenia pracowników. Tak! To nie pomyłka – dziurawi się opony po to, by warsztat mógł zarobić na wulkanizacji. I tu dotykamy sedna sprawy – na zmianach nie zależy związkom zawodowym – co jest zrozumiałe, choć się z tym nie zgadzam. Na zmianach nie zależy jednak także części pracodawców, szczególnie z zakładów pracy chronionej, bo to może pociągnąć za sobą obniżenie wysokości dofinansowań. Zalecam zatem uważne przyglądanie się, którzy z pracodawców będą przeciw zmianom, bo to będą ci, którym bardziej zależy na dofinansowaniu niż na pracowniku.

Przyglądać należy się uważnie, bo ci pracodawcy potrafią umiejętnie manipulować swoimi pracownikami. Byliśmy już tego świadkami ponad rok temu, gdy organizowali protest pracowników – niby oddolny, a jednak widać tam było zakładowy transport. Ja jednak chciałbym wszystkich uspokoić – wysokość dofinansowań nie ma nic wspólnego z wydajnością pracy, bo przecież można tymi kwotami dowolnie manipulować. Przecież można było tylnimi drzwiami wprowadzić jeszcze jeden rok dyskryminacji pracodawców z otwartego rynku pracy i nikt nie zaprotestował. Awantura jednak dopiero się zacznie, a przewiduję tu głównie głosy związkowców i "zdesperowanych" pracowników. Bo w polityce da się dyskutować nawet z faktami.

9 Responses to Czas pracy – czy dyskusja się rozpocznie?

  1. Misiek pisze:

    Jacku, w związku z naszą rozmową o systemie, pfronie itd. przesyłam Ci ciekawy artykuł:

    http://www.rp.pl/artykul/9211,418813_Prawie_600_mln_zl__na_zalozenie_wlasnej_firmy.html

    Państwo nawet bezrobotnym ma pomagać w dotarciu do pracy. Wywalą większe pieniądze na cały system, a my – niepełnosprawni – mamy czuć się winni i sami prosić o zmienę systemu, bo może się zawalić? Wydaje mi się, że nie tędy droga. Polska nie może się zdecydować, czy chce być państwem socjalnym, czy liberalnym. Na razie jest socjalnym, dlatego ciąży na nim obowiązek troszczenia się o obywateli. Mało mnie interesuje, że system może się zawalić – Państwo może go utrzymać kosztem wojska, administracji, czegokolwiek.
    I jeszcze raz mówię, że oddałbym wszystkie przywileje pracownicze dobrowalnie, dostając w zamian coś, co służy wyłącznie do pracy – darmowe taksówki do pracy i z powrotem.
    Jeżeli jest zaś mowa o systemie dofinansowań to muszę Ci też powiedzieć, że z mojej dofinansowanej pensji jest płacony podatek, zus, stawka zdrowotna. Następnie pieniądze, które pozostają idą na zakup towarów i usług,z których VAT ponoszę ja. Do Państwa powraca większa część moich zarobków w postaci podatków, składek, akcyz itd. Państwu zatem powinno niejako zależeć na mojej pracy (nawet dofinansowanej).

    Dlatego nie sądzę, że system dofinansowań się zawali. Natomiast popieram usunięcie wymogu siedmiogodzinnego dnia pracy.

    A czy takie wyjście byłoby ciekawe?:
    Pracownik niepełnosprawny dostaje od PFRONu pewną pulę dofinansowania (niezależnie od pracodawcy), którą może przeznaczyć na „dokupienie” dodatkowego urlopu (jeżeli potrzebuje właśnie tego), dokupienie sprzętu do pracy lub na transport z domu do pracy i z powrotem?

  2. Jacek Zadrożny pisze:

    Michał, źle mnie zrozumiałeś. Ja jestem przeciwnikiem specjalnych uprawnień pracowniczych, ponieważ zniechęcają pracodawców, a nie dlatego, że system jest zagrożony. Moja uwaga o zawaleniu się systemu była niezależnym wtrętem.
    Co do Twojej argumentacji o przeplywie dofinansowania z powrotem do budżetu, to oczywiście jest rozumowanie fałszywe. Każdy dochód – dofinansowany lub nie – wróci przecież do budżetu tak samo. Państwu powinno zależeć, żebyś pracował, ale wcale nie jestem pewien, czy zależy. Stąd moja uwaga o zawaleniu się systemu. Jego pojemność jest ograniczona i przekroczenie pewnego poziomu zatrudnienia spowoduje ogromny brak środków w PFRON. Więc – aby jakoś to działało – pracować może tylko niewielka część osób niepełnosprawnych.
    Dokupywanie urlopu… A po co? Przecież zawsze możesz wziąć urlop bezpłatny na miesiąc i odwiesić na ten czas rentę. Czy nie na jedno wyjdzie.

  3. Michał Dębiec pisze:

    No okej. Z dokupowaniem urlopu to się zagalopowałem. Po prostu pomyślałem, że jedna osoba niepełnosprawna potrzebowałaby pomocy w podróży do pracy, a inna, która na przykład prowadzi samochód, a potrzebuje raczej innego wsparcia też znalazła oparcie w systemie.

    Jeżeli chodzi o ograniczoność rozrostu systemu dofinansowań SOD, to raczej w to nie wierzę. Nikt nie powiedział, że SOD musi działać jedynie w oparciu o PFRON, a przecież SOD zwiększa odsetek pracujących niepełnosprawnych. Kiedy okazuje się, że atrakcyjniejsze dofinansowania mają przełożenie na zwiększanie zatrudnienia to nawet nie chce wnikać, czy firmy zatrudniają jedynia z tego powodu – ważne, że to robią. Ideałów raczej nie znajdziemy, więc chyba nie powinniśmy rozgryzać motywów zatrudnienia. Zgadzam się, że ZPCHy są tworzone jedynie po to i może warto by to zmienić, a nie naginać system do jednej patologii.

    Uważam też, że skoro pracodawca mnie zatrudnia i ma dofinansowanie do mojej pensji to niejako godzi się na mój wydłużony urlop. Nie sądzę, by była to przyczyna braku zatrudnienia, choć przydałyby się badania na ten temat, by nie rozmawiać o hipotetycznych sytuacjach. Mój pracodawca dostał wykwalifikowanego i sumiennego pracownika za mniejsze pieniądze i myślę, że to daje mu satysfakcję z oszczędności. Zatem z urlopem nie miewam problemów. Zgadzam się, że czas pracy powinien być wolny od przywilejów. Jeżeli miałbym w siedem godzin zrobić to, co robi się w osiem to jest to bardzo niekorzystne dla mnie i mnie ogranicza.

    Jednak to, co byłoby dla mnie istotne i myślę, że dla wielu innych również, to byłoby łatw przemieszczanie się do pracy. Podczas kiedy moi koledzy z pracy wskakują rano do swoich aut i przemierzają w trzykrotnie krótszym czasie trasę do pracy, którą ja muszę pokonywać autobusem – oczywiście niedostosowanym z licznymi komplikacjami w czasie przesiadek. To jest rzecz, która byłaby dla mnie naprawdę ważna.

  4. Jacek Zadrożny pisze:

    To, o czym piszesz, to jest indywidualne podejście. Wsparcie zależne od potrzeb danej osoby, czyli coś, czego nasi urzędnicy nie mogą sobie wyobrazić. Oni muszą mieć z gruba ciosany system z trzema stopniami niepełnosprawności i przepis do konkretnej grupy. Jak znaczny stopień, to 7 godzin, niezależnie czy trzeba, czy też nie.
    Pomysł z dowozem do pracy jest dobry, ale ma też swoje wady. Bardzo łatwo jest się przyzwyczaić do tego i odzwyczaić od samodzielnego szwędania. Ja do pracy przy rondzie ONZ jeździłem czasem ponad godzinę, a zpowrotem – półtorej. To była męczarnia. Też by mi się marzył transport…
    Ale znowu – powstanie przepis, że osoby o znacznym stopniu niepełnosprawności o symbolu 04-O mają prawo do transportu do i z pracy. Nieważne, że na piechotkę mają 5 minut i tak będą jeździć, bo się da. Tak samo, jak kupują drogi sprzęt z Homera, bo się da, a nie dlatego, że im jest potrzebny. Nie wiem, jak walczyć z mentalnością.

  5. Michał Dębiec pisze:

    Pomysł z transportem nie jest nowy. Wiem, że jest stosowany np. w Szwecji. Nie wiem tylko jak oni sprawdzają realne potrzeby.
    Szwędać się może i jest miło, ale na pewno nie po Krakowi i śląsku. W Warszawie łatwiej było dojechać do pracy, mimo 2 przesiadek. Natomiast niewiele miast w Polsce jest tak dobrze skomunikowanych jak stolica.
    Już samo docieranie do pracy z Gliwic do Zabrza staje się nie lada wyzwaniem. I nawet nie chpodzi o czas, ale o totalne niedostosowanie.
    Sytuacja szybko się nie zmieni, więc może pomysł z transportem warto lansować, zamiast dodatkowych 10 dni urlopu?
    To jest realnie powiązane z pracą, nie moża sobie korzystać prywatnie. Tylko na konkretną trasę. Myślę, że miałoby to duży wpływ na podejmowanie zatrudnienia.

    A ci, co się nie szwendają i tak nie zaczną.

  6. antoni pisze:

    mam stopien umiarkowany stopien niepełnosprawny powinnam pracować 7 godzin na dobe a tygodniowo 35 ale nasz zakład ma system pracy 8 godziny więc ta 8 godzina czy powinna być dlamie nadgodziną i jak powinna byc zapłacona bo obecnie płacą mi brutto 4 zł a za godzinę mam 8zł brutto więc zakład płaci nam tak mało bo twierdzi że my nie wyrabiamy 1317 więc ta 8 godzina wchodzi do zasadniczej czy to jest prawnie

  7. Jacek Zadrożny pisze:

    Zgodnie z ustawą nie mogą zlecać nadgodzin, a wynagrodzenie za 7 godzin powinno być takie, jak za 8 godzin pracownika sprawnego. To jest napisane zupełnie wyraźnie w przepisach. A już powiedzieć komuś, że „nie wyrabia” minimalnego wynagrodzenia to gruba bezczelność.

  8. prawo to czy lewo? pisze:

    Jeśli są tacy niepełnosprawni, którym przeszkadza 7godz. dzień pracy, bo mogli by pracować dłużej, to proponuję zatrudnienie przy pilnowaniu, np. w ochronie. Tam będą mogli wykazać się swoją „niepełnosprawnością” do woli, nawet pracując 24godz. bez przerwy – nie dość że nikt im tego nie zabroni, to taki czas pracy może nawet być od nich wymagany, mimo posiadania orzeczenia o niepełnosprawności.
    Polecam wszystkim niepełnosprawnym, którzy czują się dyskryminowani 7godz. dniem pracy – praca „lekka” a jaka rozwojowa i z widokami na przyszłość.

  9. To dosyć kuriozalna propozycja. Dlaczego ktoś miałby chcieć pracować jako cieć? Tylko tyle mogą robić osoby niepełnosprawne? Rozumiem, że po prostu trzeba było napisać coś „dowcipnego” i „kontrowersyjnego”… Szkoda, że nie czegoś z sensem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: