Pierwsze wrażenia po przeczytaniu projektu ustawy wyborczej

Przekopałem się przez projekt ustawy o dostosowaniu organizacji wyborów do potrzeb osób niepełnosprawnych i mam ambiwalentne odczucia. Z jednej strony wprowadza się pewne instrumenty, a z drugiej widać w tym jednak głębokie niezrozumienie problemu.

Jak zwykle na początek zżymam się na sposób zdefiniowania niepełnosprawnego wyborcy, który znajduje się w artykule 2. Jak najczęściej robi się (to rodzaj lenistwa intelektualnego) posłużono się definicją z ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Co to oznacza w praktyce? Ano znowu osoba niepełnosprawna, to taka, która ma dokument wydany przez stosowny organ. A jeżeli nie wystąpiła? To nie jest niepełnosprawna i nie będzie mogła skorzystać z żadnego, nawet nic nie kosztującego usprawnienia. Papier to jednak potęga silniejsza od rozumu.

Ta definicja to jednak tylko początek biurokratycznych utrapień, bo jeden papier to jeszcze za mało. Trzeba się udać po drugi do urzędu gminy i tam złożyć stosowne oświadczenie. Ktoś nie może się udać? Można to zrobić w domu, o ile lekarz wyda zaświadczenie, że wyjście z domu może zagrozić życiu lub zdrowiu. W ogóle nie przewidziano, że ktoś nie może wyjść z tego powodu, że jeździ na wózku, a mieszka na czwartym piętrze w budynku bez windy. A zatem ten ktoś też nie jest niepełnosprawnym wyborcą, bo tego konstytuuje konkretny papier z konkretnym numerem.

Numer jest potrzebny, bo tylko dzięki niemu można otrzymać informację wyborczą przez telefon. Tak to wymyślono, żeby ktoś bez numerka nie dowiedział się – broń Boże – gdzie można zagłosować. Bez numerka nie można też głosować za pomocą szablonu, w dostępnym lokalu wyborczym, czy też za pośrednictwem asystenta wyborczego. Biurokracja ich mać!

To jest oczywiście dopiero projekt i może da się wyperswadować takie ograniczenia posłom w komisji pod przewodnictwem Waldy’ego Dzikowskiego. Jeżeli nie, to powstanie martwe prawo, które więcej może zaszkodzić, niż pomóc.

Teraz pozytywniej. wprowadzane są liczne rozwiązania, które w zamierzeniu mają udostępnić proces wyborczy:

  • głosowanie korespondencyjne;
  • głosowanie za pomocą asystenta wyborczego;
  • obowiązek zapewnienia dostępnego lokalu wyborczego;
  • dostarczanie informacji wyborczych w dostępnej formie.

Wszystko to jednak w sosie segregacyjnym: specjalne lokale wyborcze, specjalne infolinie, specjalny asystent. Dlaczego za pomocą szablonu nie można głosować w każdym lokalu wyborczym, tylko we wskazanym? Dlaczego samorządy mają zapewnić docelowo zaledwie co trzeci lokal spełniający wymogi dostępności? To przecież wciąż nie jest równy dostęp. Ciekawe, jak polskie władze zareagowałyby, gdyby prezydent Białorusi wyznaczył tamtejszym Polakom jeden lokal wyborczy we wiosce, do której dyliżans dojeżdża co trzy lata, oprócz niedziel i świąt. To byłaby dyskryminacja. A wysyłanie ludzi niepełnosprawnych do jednego lokalu, niezależnie gdzie mieszkają? To jest "dostosowanie organizacji wyborów do potrzeb osób niepełnosprawnych", czyli skok cywilizacyjny. Szkoda, że politycy tego nie rozumieją, bo wciąż będziemy musieli odkręcać ich doskonałe pomysły na specjalne rozwiązania.

5 Responses to Pierwsze wrażenia po przeczytaniu projektu ustawy wyborczej

  1. M. pisze:

    1. Definicja osoby uprawnionej.
    Uważam, że definicja osoby niepełnosprawnej musi być podpięta pod definicję zawartą w ustawie o rehabilitacji, nie może być obok niej. Abstrahuję od tego, czy definicja ON w ustawie rehabilitacji na pewno jest sensowna i ma rację bytu – ale próby definiowania ON odrębnie, a czasem nawet w sprzeczności z tą ustawą, do celów doraźnych – czyli dla pojedynczych aktów prawnych są dla mnie psuciem prawa. Grzebanie w definicjach, to nie żarty – przede wszystkim dlatego, że już w samym stosowaniu ustawy się zazębiają – nie ma możliwości, żeby ustawa o ułatwieniach wyborczych i ustawa o rehabilitacji się w praktyce nie spotkały. I wtedy rodzą się problemy często większe niż te, które miały zostać rozwiązane…
    Powiedzmy natomiast otwarcie, że ta definicja jest za wąska do naszych potrzeb i generuje dodatkową biurokrację. Nazwijmy zatem rzeczy po imieniu (powiedzmy, że ustawa odnosi się do osób niepełnosprawnych oraz tych, które w świetle prawa ON nie są, ale mają szczególne potrzeby podobne lub tożsame z tymi, jakie mają osoby niepełnosprawne). Otwórzmy więc katalog, ustalmy, że uprawnionymi wyborcami są: osoby niepełnosprawne oraz inne osoby mające trudności z realizacją swoich uprawnień (konkretnie czynnego prawa wyborczego) z powodów zdrowotnych. Albo nawet, że są to osoby mające trudności z realizacją swoich uprawnień wyborczych z powodów zdrowotnych lub posiadanej niepełnosprawności (to już jest kwestia ideologiczna, czy wyborcę definiujemy głównie przez jego niepełnosprawność, czy przez jego faktyczne trudności ze skorzystaniem z jego praw).
    Dla mnie argument o papierze silniejszym od rozsądku to niepotrzebne antagonizowanie, dzielenie na dobrych ludzi i złych urzędników – głęboko wierzę, że można połączyć papier z rozsądkiem, wystarczy chcieć i trochę się wysilić. No ale jest to tak wygodne zawołanie, że grzechem byłoby z niego nie skorzystać, prawda? Takie jest uniwersalne… Osobiście uważam, że gdyby rzeczywiście w Polsce wszyscy urzędnicy mieli komfort pracy rzeczywiście wyłącznie na podstawie dokumentów (właśnie tych papierów), a nie wewnętrznych przekonań swoich szefów z politycznego nadania, to byłoby nam lepiej. Uczciwiej. Bardziej przejrzyście. Więc gorąco namawiam – jeżeli tworzymy prawo, to prawa się trzymajmy. Wszystko, byle z głową – w każdą stronę.
    Mogłoby być np. tak:
    Art. 2
    Wyborcą o szczególnych potrzebach w rozumieniu ustawy – zwanym dalej „wyborcą” – jest osoba, posiadająca prawa wyborcze, która:
    1) jest osobą niepełnosprawną w rozumieniu art. 1 ustawy z dnia 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz o zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, z uwzględnieniem art. 62 tej ustawy (Dz. U. z 2008 r. Nr 14, poz. 92, z późn. zm.), lub
    2) z powodów zdrowotnych doświadcza trudności w poruszaniu się lub komunikowaniu się z otoczeniem.

  2. M. pisze:

    2. „A jak skłamią?”
    Oczywiście, jeśli oprzemy się zarówno na ustawie o rehabilitacji, jak i na zdrowym rozsądku i poza osobami niepełnosprawnymi prawnie „wpuścimy” do projektu inne osoby posiadające podobne lub takie same potrzeby, to odezwie się głos zatroskany: „A jak skłamią?” I tu jest właśnie ta biurokracja, którą należałoby wypalić żelazem, nie w definicjach!
    Nie rozumiem, jak to jest możliwe, że nasze państwo, przy takim nastawieniu, pozwala nam na składanie „zaledwie” zeznań podatkowych bez załączania dokumentów świadczących każdorazowo, że nie kłamiemy! Jak to możliwe, że PFRON wypłaca pracodawcom pomoc z SOD-u, skoro składają tylko oświadczenie o otrzymaniu/ nieotrzymaniu pomocy publicznej, bez dokumentów, które by to potwierdzały? A JAK SKŁAMIĄ? A może skoro państwo jednak, niechętnie, ufa nam, jako podatnikom, ufa przedsiębiorcom, to może i teraz zdobędzie się na ten wysiłek i zaufa obywatelom, którzy chcieliby w życiu tego państwa trochę bardziej zauczestniczyć, ale na razie mają szanse dość ograniczone?
    Ale niestety nie. A więc mamy oświadczenia, zaświadczenia i ponownie oświadczenia… odnotowywane na zaświadczeniach. Tutaj jestem w stanie dopatrzyć się wyłącznie skandalicznego braku wyobraźni. Numerowanie wyborców? Specjalne linie, specjalne informacje, może zróbmy „integracyjne” komisje wyborcze dla tych obywateli, co najwyraźniej zdaniem projektodawców są obywatelami trochę mniej – no jak już muszą głosować, to muszą się dostosować… Wychodzi nam z tego ustawa o dostosowaniu się niepełnosprawnych wyborców do wymagań stawianych im, jeżeli już koniecznie tak bardzo upierają się uczestniczyć w wyborach!
    Wyborca powinien informować swoją „władzę” w dowolnej formie (listem, faksem, elektronicznie, telefonicznie), że ŻYCZY sobie otrzymać dokumenty potrzebne mu do realizacji uprawnień wynikających z niniejszego projektu. Powinien wtedy otrzymywać – w sposób przez siebie wskazany, może być również osobiście w urzędzie, ale zakładam, że raczej pocztą – komplet dokumentów informacyjnych, włącznie z dokumentami do podpisania i odesłania przy głosowaniu korespondencyjnym, przy czym przesyłka ta powinna być bezpłatna. Jeżeli nie ma możliwości odesłania jej – powinien się po nią zgłosić pracownik urzędu. I to wszystko na ten temat! A numerem wyborcy jest numer dowodu osobistego, tak sobie myślę…?

  3. M. pisze:

    Podsumowanie: Być może ktoś chce dobrze, ale wychodzi jak zwykle.

    Zawężona definicja osób uprawnionych (choć jestem przeciwna pisaniu przepisów dotyczących ON obok ustawy o rehabilitacji), procedura postępowania z całkowitym pominięciem potrzeb, ograniczeń i faktycznego funkcjonowania ON – potrzeb będących powodem tworzenia niniejszej ustawy, specjalne wybrane ścieżki, w tym numerowanie „kłopotliwych wyborców” (czy nie przypomina nam to szkół specjalnych????? zpchów????? całego tego pożal się Boże dobrodziejstwa????), a w trakcie gruba kompromitacja, czyli w odniesieniu do lokali wyborczych „ON= wózek, dostosowanie = podjazd”.

    Może jednak usiąść nad tym jeszcze raz i napisać ustawę o dostosowaniach wyborczych do potrzeb ON i innych osób mających trudności w realizacji czynnego prawa wyborczego – czyli co musi zrobić państwo, żeby przestać się zachowywać skandalicznie w stosunku do swoich niepełnosprawnych obywateli i uszanować ich prawa wyborcze, a nie ustawę o tym, co musi zrobić ON lub inna osoba doświadczająca ww. trudności, żeby państwo uznało łaskawie, że jest godna tego, żeby zagłosować?

  4. Jacek Zadrożny pisze:

    Może dostatecznie jasno tego nie napisałem, ale uważam, że w większości wypadków rejestracja jest po prostu niepotrzebna. Z pewnością nie jest potrzebna w wypadku głosowania za pomocą szablonu oraz za pośrednictwem asystenta. Być może potrzebna jest w wypadku głosowania w innym od właściwego lokalu wyborczym oraz przy głosowaniu korespondencyjnym. Jednak w pierwszym wypadku problem zniknie, gdy dostosowane będą WSZYSTKIE lokale wyborcze, co jest zupełnie wykonalne. Głównym argumentem przeciw tej tezie jest ten o niedostępności miejsc publicznych (szkół, urzędów, domów kultury), ale (1) lokal można zorganizować w innym miejscu i (2) to oznacza, że infrastruktura publiczna jest niedostępna pomimo 15 lat obowiązywania prawa budowlanego. To jest dopiero skandal. A co powiedzieć o obowiązku spowiadania się przez infolinię? Czyż to już nie zakrawa na absurd?

  5. M. pisze:

    Czyli się zgadzamy, także w odniesieniu do definicji ON? :) Co do obowiązku rejestracji – ja idę dalej i uważam, że nie tylko jest niepotrzebna, ale jest drogą do stygmatyzowania niepełnosprawnych wyborców. Co to ma być, rejestr „kłopotliwych obywateli”? Przecież tak to będzie traktowane! A przecież wszyscy mamy takie same numery PESEL i to powinno wystarczyć. A może osobom niepełnosprawnym w ogóle zorganizuje się „specjalne” wybory? To jest mainstreaming?
    Najbardziej mnie śmieszy i przestrasza zapis o tym, że żeby złożyć tzw. oświadczenie w domu, bo nie ma się możliwości z niego wyjść, trzeba mieć odpowiednie zaświadczenie od lekarza, do którego trzeba pójść, czyli wyjść z domu (z którego nie ma się możliwości wyjść). Mówi on wszystko o tym projekcie…

    Powtórzę:
    To państwo ma się dostosować do obywateli, a nie odwrotnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: