Definicja prawna czy funkcjonalna, czyli jak kształtować świat

Pod tekstem Pierwsze wrażenia po przeczytaniu ustawy wyborczej znalazłem komentarz, którego autor uważa, że definicja niepełnosprawnego wyborcy powinna być oparta o ustawę o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, a tworzenie nowych definicji wprowadza bałagan. Jest to ciekawy wątek, wart oddzielnego tekstu.

Ustawa o rehabilitacji… tworzy ramy polskiego systemu rehabilitacji zawodowej i społecznej, a w szczególności sposobów finansowania tego systemu. Definicja osoby niepełnosprawnej jest tam umieszczona na potrzeby właśnie tego aktu prawnego i nie za bardzo pasuje do reszty systemu prawnego. Rozpatrzmy bowiem przypadek osoby tracącej wzrok i postawmy pytanie: czy jest to osoba niepełnosprawna? Z całą pewnością tak, ale w rozumieniu ustawy rehabilitacji stanie się nią dopiero po uzyskaniu stosownego orzeczenia. Dla tej ustawy jest to założenie słuszne, ponieważ większość z jej artykułów (poza opisującymi obowiązki samorządów i struktur rządowych) zawiera zasady finansowania różnych rzeczy: refundacji składek, dofinansowań do wynagrodzeń, kosztów tworzenia i adaptacji stanowisk pracy, turnusów rehabilitacyjnych, zadań zleconych innym podmiotom itd. Dlatego dostęp do tego systemu powinien być limitowany i kontrolowany.

Podobnie – ulgi w przejazdach komunikacji publicznej, w opłacaniu abonamentu telewizyjnego, prawo do karty parkingowej i inne uprawnienia generujące koszty związane z konkretną osobą muszą być ograniczane. Jednak ta zasada nie może dotyczyć obszarów dostępności sfery publicznej, które nie są związane z konkretną osobą. W ten sposób rozumując osoby głuche powinny się logować we własnym telewizorze, by uruchomić wyświetlanie tłumacza języka migowego lub pod-tekst. Osoby na wózkach z orzeczeniami powinny korzystać z pochylni, a te bez orzeczeń powinny skakać z krawężników. To oczywisty absurd, bo to są elementy uniwersalnego projektowania i szeroko pojętej dostępności. W Polsce nie ma obowiązku stawiania się przed powiatowym zespołem ds orzekania o niepełnosprawności i wiele osób tego nie robi. Według Narodowego spisu powszechnego z 2002 roku osób niepełnosprawnych biologicznie było około 5,5 miliona, a tych z orzeczeniami – 4,45 miliona. Czy ten dodatkowy milion to nie są osoby niepełnosprawne?

Wybory są elementem życia obywatelskiego, a nie systemu rehabilitacji, więc nie można przykładać do obu tej samej miary. Ktoś może nie chcieć korzystać z turnusów rehabilitacyjnych czy ulg w przejazdach, ale może chcieć korzystać ze swoich praw wyborczych. Tym bardziej, że niepełnosprawność może być krótkotrwała i taki osobnik nie tylko nie może się starać o orzeczenie, ale nawet nie przyjdzie mu taki pomysł do głowy. W zeszłym roku jeździłem kilka miesięcy na wózku po złamaniu nogi i wciąż mam problemy z poruszaniem się. Wtedy i jeszcze może jakiś czas będą mi przeszkadzać bariery architektoniczne, lecz do czasu. Akurat ja i tak mam orzeczenie, lecz inni ludzie nawet nie pomyślą o tym by się starać o jakieś dokumenty tylko po to, by w dniu wyborów żona doturlała ich do specjalnie wydzielonego lokalu wyborczego.

Dlatego uważam, że definicja zawarta w ustawie powinna mieć charakter funkcjonalny, a nie być mechanicznie przeniesiona z innej ustawy, która kompletnie jest o czymś innym. A że tak się da – oto przykład:

Ilekroć w rozporządzeniu jest mowa o: […]

34) osobie o ograniczonej możliwości poruszania się – rozumie się przez to osobę, mającą trudności w korzystaniu ze stacji metra zakwalifikowaną do jednej z następujących kategorii:
a) osoby na wózku inwalidzkim, w tym osoba, która z powodu osłabienia lub niepełnosprawności wykorzystuje wózek inwalidzki do poruszania się,
b) osoby o innej ograniczonej możliwości poruszania się, w tym:
– osoby cierpiące na upośledzenie kończyn,
– osoby mające trudności z chodzeniem,
– osoby z dziećmi,
– osoby z ciężkim lub nieporęcznym bagażem,
– osoby starsze,
– kobiety w ciąży,
c) osoby niedowidzące,
d) osoby niewidzące,
e) osoby niedosłyszące,
f) osoby głuche,
g) osoby z upośledzeniem w zakresie komunikacji, w tym osoby mające problemy z komunikowaniem się lub rozumieniem języka pisanego albo mówionego, osoby z zagranicy, które nie znają języka miejscowego, osoby cierpiące na trudności w komunikowaniu się, osoby z upośledzeniem funkcji czuciowych, upośledzeniem psychicznym lub intelektualnym,
h) osoby niskiego wzrostu, a w szczególności dzieci;

Definicja pochodzi z projektu rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać obiekty budowlane metra i ich usytuowanie. Jest to rozporządzenie, na które czekają władze Metra, by rozpocząć prace zabezpieczające i dostosowawcze. A teraz wyobraźmy sobie, że w tym rozporządzeniu definicję przeniesionoby mechanicznie z ustawy o rehabilitacji… Cały akt prawny stałby się przecież absurdalny. Taką sztuczkę jednak próbuje zrobić MPiPS w opisywanych już przeze mnie założeniach do projektu ustawy o wyrównywaniu szans osób niepełnosprawnych. Tam też ktoś chcący skorzystać z podjazdu musiałby mieć uprawnienie, czyli orzeczenie.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego definicja funkcjonalna jest lepsza od papierowej. Niepełnosprawność jest zjawiskiem dużo bardziej skomplikowanym, niż da się w prosty sposób zapisać w ustawie. Osoby słabowidzące w pewnych warunkach stają się całkiem niewidome (na przykład w złym oświetleniu), a czasem ich ograniczenia są minimalne. Są też niepełnosprawności nie uświadomione, które pojawiają się stopniowo z upływem lat. Osoby starsze tracą wzrok, słuch, spadają ich możliwości koncentracji i motoryki. Po prostu są niepełnosprawni, choć mało kto o tym mówi. Takich osób jest coraz więcej i będzie ich stale przybywać, więc może lepiej zaprojektować ten świat bardziej dostępnym dla wszystkich, a nie tylko dla tych z orzeczeniami.

Biurokracja opisana w projekcie ustawy wyborczej jest na tyle rozbudowana, że zniechęci większość osób niepełnosprawnych do jej przechodzenia. W niektórych miejscach jest wręcz absurdalna. Te ograniczenia spowodują, że instrumenty zaproponowane w tej regulacji nie zadziałają, a ja chcę żeby zadziałały. Dlatego zamierzam wybrać się na posiedzenie komisji i przedstawić swoje tezy. Tyle mogę zrobić.

5 Responses to Definicja prawna czy funkcjonalna, czyli jak kształtować świat

  1. M. pisze:

    Oczywiście odnieść się muszę :)
    Wyjaśnić chcę bowiem następujące kwestie:
    1. Nie napisałam, że definicja niepełnosprawnego wyborcy powinna być zamknięta – ograniczona tylko do osób niepełnosprawnych w rozumieniu ustawy o rehabilitacji. Dokładnie odwrotnie – napisałam, że skoro jest za wąska, to całą ustawę powinno się inaczej nazwać i wpuścić tam nie tylko osoby niepełnosprawne w rozumieniu ustawy o rehabilitacji, ale wszystkie mające problemy z realizacją prawa wyborczego z powodów zdrowotnych (a teraz dodaję jeszcze funkcjonalnych – np. ze względu na wiek).
    Ale podtrzymuję opinię, że niewiele jest przykładów bałaganu prawnego gorszych od definiowania tymi samymi słowami znacznie się od siebie różniących podmiotów czy przedmiotów regulacji. Stąd pomysł, żeby to uspójnić, i taka też propozycja zapisu – osoby niepełnosprawne w rozumieniu ustawy o rehabilitacji oraz inne doświadczające trudności w realizacji swojego czynnego prawa wyborczego. Wtedy bronimy się przed przypadkiem niedouczonego urzędnika czy sędziego, który potrzebną definicję bierze skądkolwiek (albo skąd mu wygodnie).
    Przykładem bałaganu prawnego wynikającego z definiowania różnie w różnych aktach prawnych jest nieszczęsne „najniższe wynagrodzenie”, które w ustawie o minimalnym wynagrodzeniu za pracę wynosi 760 zł (dla przypadków nieuregulowanych przepisami zmieniającymi) lub wynagrodzenie minimalne (z natury rzeczy obowiązujące w danym roku), a w ustawie o rehabilitacji wynosi, jak wiatr zawieje – to wynagrodzenie minimalne z roku bieżącego, to z grudnia roku poprzedniego, a za każdym razem zmieniana jest definicja „najniższego wynagrodzenia” w ustawie o rehabilitacji. To jest właśnie ręczne sterowanie definicjami…
    2. Zgadzam się w całej rozciągłości, że cały nasz system orzekania – czyli ustalania, kto jest osobą niepełnosprawną, a kto nie jest, to (… spuśćmy na to zasłonę milczenia…). Jednak nie zmienia to faktu, że kluczową ustawą dotyczącą osób niepełnosprawnych w Polsce jest ustawa o rehabilitacji. I tak jak zgadzam się, że wymaga ona gruntownej zmiany (lub wręcz skasowania), tak opór mój budzi tworzenie prawa niejako obok niej. Tak jak pisałam wcześniej, ustawa o rehabilitacji zawsze się z inną ustawą dotyczącą osób niepełnosprawnych spotka. I wtedy właśnie robi się naprawdę nieciekawie… Jestem jak najbardziej za odejściem od tych rozbudowanych kodów, papierów, wskazań, wszystkiego! Ale nie bokiem. Proszę bardzo, nowa ustawa, nowa definicja – przecież główna ustawa systemowa powinna odzwierciedlać najważniejsze założenia polityki, a nie być obok nich, a momentami w sprzeczności. Ja rozumiem, że trudno jest nawet myśleć o rozbiciu w proch ustawy o rehabilitacji, ale może należy zacząć? Nie zgadzam się, że powinniśmy wprowadzać czy utrzymywać podział na system rehabilitacji i system prorównościowy, obejmujący prawa obywatelskie, w tym dostępność i prawo do uczestnictwa. Uważam, że system powinien być jeden – właśnie prorównościowy, a system rehabilitacji powinien być jego częścią. Jeżeli tak nie jest, to nie należy się obrażać na rzeczywistość – działamy w zadanych warunkach. Moim zdaniem sposobem na to jest zdefiniowanie – w ustawie o dostosowaniach wyborczych – szerokie, funkcjonalne, ale z uwzględnieniem w szczególności osób niepełnosprawnych w rozumieniu ustawy o rehabilitacji – wilk syty i owca cała. Albo nawet definicja – osoby doświadczające trudności w realizacji czynnego prawa wyborczego z powodów zdrowotnych lub niepełnosprawności (w rozumieniu ustawy o rehabilitacji).
    3. Konsekwencją takiej definicji byłoby wykluczenie wszelkich innych dokumentów poza ewentualnym oświadczeniem, i to składanym w dowolnej formie, tylko po to, żeby tzw. państwo załatwiło resztę za obywatela, czyli zrobiło, co do niego należy, a nie sprawdzało, czy na pewno nie kłamie i czy ma kwity w porządku.
    4. Poza biurokracją, która spowoduje, że z tych uprawnień i tak praktycznie nikt nie skorzysta, drugim powodem dla którego ten projekt jest moim zdaniem „ad kosz” jest „uspecjalnianie” ON jako wyborców (numerowanie, przypisywanie do wybranych komisji). Uważam, że to jest stygmatyzowanie i segregowanie.
    Pozdrawiam!

  2. Jacek Zadrożny pisze:

    A zatem być może zupełnie się zgadzamy:) Może najlepszym rozwiązaniem byłoby zatem zmiana tytułu ustawy i jej zakresu podmiotowego. Tytuł już raz udało się zmienić, a brzmiał wówczas „ustawa o ułatwieniach wyborczych dla osób niepełnosprawnych”. Teraz brzmi lepiej, ale może da się jeszcze raz poprawić. Na razie nie mam dobrego pomysłu.
    Natomiast nie zmieniam zdania co do definicji. Ta ustawa może być pierwszą, która potraktuje niepełnosprawność szeroko i tej szansy nie należy zmarnować. Inaczej wciąż będziemy kręcić się w kółko ustawy o rehabilitacji… Może zassać definicję z Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych? A może do samej ustawy podejść zupełnie szeroko i otworzyć wybory na różne formy głosowania. Trochę traci na tym aspekt PR-owski, a jest przecież ważny. A co powiesz na „ustawa o alternatywnych formach głosowania i uczestnictwa w wyborach”?

  3. M. pisze:

    otworzyłabym wybory (chociaż odniosłabym się do ustawki o rehabilitacji gdzieś po drodze, że owszem, istnieje i ustawiłabym definicję z niej wynikającą jako jedną z wielu – inaczej mamy na dzień dobry milion interpretacji, kto jest ON, a kto nie jest, w sprawach, które nawet o wybory nie zahaczą).
    PR-owsko to może być gorzej, jak się osoby niepełnosprawne wyrzuci z tytułu. ale będzie wreszcie naprawdę funkcjonalnie (bo np. z automatu będzie można wrzucić wiek!). i uniwersalnie.

  4. emilia mazur pisze:

    proszę o informację na mojego e-maila, bo w końcu nie wiem, ale wydaje mi się, że „ustawa o wyrównywaniu szans osób z niepełnosprawnością nie została uchwalona”, ale była 1. raz w czytaniu.
    proszę o informację i pozdrawiam :)
    emilia

  5. Jacek Zadrożny pisze:

    O ile mi wiadomo, to nie była czytana ani razu. Przecież oficjalnie nawet nie było jej w Sejmie. PR-owe wręczenie projektu premierowi Tuskowi nie jest żadną procedurą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: