Wysoko wykwalifikowany popychacz wózka

W środę byłem na posiedzeniu Komisji Dialogu Społecznego ds Niepełnosprawności m. st. Warszawy. Jednym z gości był dyrektor Zbigniew Ogonowski, który opowiadał o asystentach osób niepełnosprawnych. Temat nie jest mi obcy, ale dopiero po tym spotkaniu przyjrzałem się mu nieco bliżej i ręce mi opadły.

Otóż w Warszawie działa centrum oferujące usługi asystenckie dla osób niepełnosprawnych. Taki klient może zadzwonić i zamówić pomoc w zakupach, dojściu do urzędu, wycieczce do parku i w ogóle "integrowaniu się ze społeczeństwem". Idea słuszna i profesja potrzebna, ale pan Ogonowski ma też problemy – coraz mniej osób kształci się w zawodzie asystenta osoby niepełnosprawnej i obecnie jest to już tylko jeden rocznik liczący 12 słuchaczy. Mało osób też chce pracować w tym zawodzie, bo wynagrodzenia są niewielkie.

Od pewnego czasu zawód ten jest oficjalnie wpisany do rejestru zawodów, a wraz z tym wpisem sporządzono jego opis oraz wykaz kwalifikacji. I tu mi szczęka opadła, gdy sprawdziłem, jak to wygląda w praktyce:

Asystent osoby niepełnosprawnej aktywnie włącza się w system rodziny osoby niepełnosprawnej, instytucji społecznych oraz w system prawa stwarzając w miarę możliwości optymalne warunki rozwoju osoby niepełnosprawnej. Prowadzi również rehabilitację środowiskową której założeniem jest świadczenie usług osobom niepełnosprawnym w najbliższym środowisku. Program rehabilitacji społecznej i medycznej oferowany przez asystenta osoby niepełnosprawnej dotyczy potrzeb zdrowotnych, psychicznych, zawodowych, społecznych i kulturalnych osoby niepełnosprawnej.

Asystent osoby niepełnosprawnej – Szkoła Policealna Pracowników Służb Medycznych i Społecznych Nr3

Pod tym samym linkiem można znaleźć program rocznej szkoły policealnej, który obejmuje tak ważne elementy jak "podstawy przedsiębiorczości" i "podstawy prawa i ekonomiki". Nie wiem, po co takie wykształcenie osobie, której podstawowym zadaniem jest popychanie wózka inwalidzkiego, prowadzenie osoby niewidomej lub podpieranie osoby starszej. To jest praca fizyczna, nie wymagająca właściwie żadnych kwalifikacji, a jedynie kilkudniowego przeszkolenia.

Nie zamierzam w żadnym stopniu obrazić osób wykonujących ten ważny zawód, ale po prostu zakrawa na absurd takie przeedukowywanie ludzi. Jeżeli ktoś ma wbijać w ścianę gwoździe, to naprawdę wystarczy mu to pokazać, a nie robić rocznego programu nauczania obejmującego "podstawy kinetyki", "podstawy metalurgii", "podstawy przedsiębiorczości, prawa i ekonomiki". Kto będzie chciał poświęcić rok życia na uczenie się zbędnych rzeczy, żeby potem zarabiać połowę przeciętnego wynagrodzenia bez szans na awans zawodowy?

Jest jeszcze jeden problem, który moim zdaniem jest jeszcze poważniejszy. Otóż tak wykształcony asystent czuje się ekspertem we wszystkich dziedzinach życia osób niepełnosprawnych i zamiast popychać wózek zaczyna "rehabilitować" swojego klienta. Jest to całkowicie zrozumiałe, skoro w szkole powiedzieli mu, że do jego zadań należy:

  • współtworzenie programów rehabilitacji i pomocy osobie niepełnosprawnej
  • doradzanie w zakresie usług medycznych, rehabilitacyjnych, zawodowego przekwalifikowania, kontaktów społecznych, usług kulturalnych, rekreacji i integracji ze środowiskiem
  • diagnozowanie warunków życia i dążenie do usuwania wszelkiego typu barier (psychologicznych, społecznych, architektonicznych, komunikacyjnych, itp)
  • >pobudzanie aktywności osoby niepełnosprawnej oraz jej rodziny w celu zaspokojenia potrzeb biopsychospołecznych
  • planowanie, kontrolowanie, ocenianie indywidualnego programu, planu pomocy osobie niepełnosprawnej
  • włączanie osoby niepełnosprawnej w programy instytucji i placówek świadczących usługi rehabilitacyjne

A kto w końcu ma popychać ten wózek inwalidzki? Odpowiedź na to pytanie znam: asystent osobisty osoby niepełnosprawnej. Tak nazywa się zawód (broń Boże wpisać go na listę!), który wykonywany jest na przykład na potrzeby Fundacji Pomocy Chorym na Zanik Mięśni. Beata Karlińska musiała zrobić taki unik, żeby nie musieć zatrudniać tych przeedukowanych asystentów, którzy chcieli decydować za klienta, co jest dla niego dobre.

A ręce mi opadły, gdy usłyszałem odpowiedź dyrektora Ogonowskiego na moje pytanie, czy nie wolałby krótkiego przeszkolenia zamiast rocznej szkoły policealnej. Otóż wcale by nie wolał, bo chce mieć pracowników wykwalifikowanych. No cóż… Zaproponuję zatem dodatkowo obowiązek posiadania prawa do prowadzenia wózka. W Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej na pewno przyjmą taką propozycję z otwartymi rękoma.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: