Opowieść o dwóch systemach

W Polsce koegzystują dwa równoległe (nie do końca) systemy orzekania o niepełnosprawności. Może nie o niepełnosprawności, tylko… Trzeba chyba od początku, bo się zaplączemy.

Co jakiś czas tłumaczę ludziom, na czym polega różnica na orzekaniu się w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych i powiatowym zespole ds orzekania o niepełnosprawności. Wtedy pojawiają się pytania w rodzaju "po co dwie instytucje?" lub "to w jednym jestem niepełnosprawny, a w drugim nie?" Problem w zrozumieniu wynika z faktu, że te dwa oddzielne systemy dotyczą najczęściej dokładnie tych samych osób, które są jednak traktowane w odmienny sposób. To wydaje się nielogiczne z punktu widzenia człowieka, ale nabiera logiki od strony urzędu. I od tej strony przyjrzymy się temu tematowi.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych

Działalność ZUS opiera się w głównej mierze na ustawie o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Dokładniej – opiera się na wielu innych aktach prawnych, ale ten dla nas jest najważniejszy do rozważenia. Ustawa pochodzi z 1998 roku i na jej podstawie orzeka się o niezdolności do pracy (częściowej lub całkowitej) oraz o niezdolności do samodzielnej egzystencji. Od razu zatem należy mocno podkreślić, że ZUS nie orzeka o niepełnosprawności! Lekarz orzecznik bierze pod uwagę wiele czynników decydujących o tym, czy osoba starająca się o orzeczenie jest zdolna do pracy, czy też nie. Może zatem wziąć pod uwagę wykształcenie, posiadany zawód, poziom zrehabilitowania, a nawet miejsce zamieszkania. Po rozpatrzeniu tych wielu czynników decyduje, czy dana osoba jest zdolna do pracy, czy też nie.

Piszę tu oczywiście o sytuacji idealnej, czyli zakładanej przez ustawodawcę. Lekarz orzecznik jest bowiem w niezwykle trudnej sytuacji, ponieważ takie orzeczenie jest bardzo arbitralne. Za takim orzeczeniem zaś idzie stałe świadczenie pieniężne, czyli renta. Biorąc zaś pod uwagę, że są osoby niewidome, które pracują, to żadna osoba niewidoma nie powinna być uznana za niezdolną do pracy. Ten paradoks jest nie do rozwiązania, więc lekarze orzecznicy zazwyczaj podchodzą do tematu "po staremu", czyli tak jak się to robiło przed 1998 rokiem, kiedy Komisje Inwalidztwa i Zatrudnienia przyznawały grupy inwalidzkie. Jeżeli zaś jakiś orzecznik podejdzie do sprawy restrykcyjnie, to wywołuje toprotesty. Na koniec tekstu przytoczę anegdotę ilustrującą tozjawisko, w której prawdziwość powątpiewam, ale jest dosyć zabawna.

Dla uzupełnienia należy dodać, że elementem systemu orzekania o niezdolności do pracy są jeszcze organy emerytalno-rentowe służb mundurowych i Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Jak łatwo się domyślić – obejmują one swoim zakresem pewne szczególne grupy obywateli, a te podsystemy są dosyć podobne w działaniu do ZUS.

Powiatowe zespoły ds orzekania o niepełnosprawności

PZONy działają z kolei na podstawie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnieniu osób niepełnosprawnych, która powstała w 1997 roku. Uczciwie mówiąc – PZONy mają o wiele łatwiej, bo po prostu stwierdzają występowanie niepełnosprawności i ewentualnie określają jej stopień (znaczny, umiarkowany lub lekki). Do tego określają rodzaj tej niepełnosprawności za pomocą specjalnych symboli wymienionych w stosownym rozporządzeniu. Od początku 2010 roku jest takich symboli dwanaście, a niepełnosprawność wzroku opisuje symbol 04-O.

Orzecznicy w tym systemie nie mają tak wielu rozterek moralnych, jak orzecznicy w ZUS, ale za to mają sporo ciekawych problemów natury technicznej. Na przykład pojedynczy symbol nie zawsze dobrze opisuje niepełnosprawność, zwłaszcza złożoną. Stąd prace Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, by uznać głuchoślepotę za nową kategorię niepełnosprawności albo problemy z umiejscowieniem konkretnej niepełnosprawności lub choroby w wąskim zestawie oferowanym przez rozporządzenie. Na takie problemy napotykają ludzie z zespołem Aspergera, których kwalifikuje się czasem do osób z upośledzeniem umysłowym, czasem do tych z chorobą psychiczną, a czasem do ogólnorozwojowych. A ten symbol też ma swoje znaczenie, bo za konkretnym kodem idą konkretne uprawnienia.

W ten sposób dochodzimy do podstawowej różnicy pomiędzy pierwszym systemem (nazywanym rentowym) i drugim (nazywanym pozarentowym). W tym pierwszym chodzi o stałe świadczenie, czyli rentę, a w drugim o pewne uprawnienia, zapisane głównie w ustawie o rehabilitacji… Dlatego orzeczenie z PZON nie przekłada się na żadną rentę, a orzeczenie z ZUS na uprawnienia pracownicze, ulgi podatkowe i zniżki w komunikacji miejskiej przekłada się różnie. To znaczy – czasem są traktowane tak samo, a czasem nie są respektowane. Kilkanaście lat temu orzeczenia z ZUS były niemal automatycznie konwertowane na orzeczenia o stopniu niepełnosprawności, ale z biegiem czasu i utrwalaniem się systemu pozarentowego coraz częściej wymaga się stawienia przed komisją PZON.

Oba systemy coraz bardziej się rozjeżdżają, a niepełnosprawni obywatele czują się w tym zagubieni. Od jakiegoś czasu odbywają się poszukiwania rozwiązania tego dylematu, choć do nas dochodzą tylko ich echa. Problem – jak zwykle – tkwi w pieniądzach. Sytuacja obu systemów jest bowiem finansowo zupełnie różna: ZUS wydaje orzeczenia bardzo ostrożnie, bo wiąże się to z jego własnymi wydatkami. PZON nie ma takich ograniczeń, bo jego orzeczenia nie przekładają się na wydatki samorządów, którym podlegają. Mogą to zatem robić z większą swobodą i często tak się dzieje. Może się zatem zdarzyć, że ktoś dostanie orzeczenie w PZON, a nie dostanie w ZUS i nie ma w tym niczego dziwnego.

Anegdota

Na koniec obiecana anegdotka, w której występują brzydkie słowa, wykropkowane przeze mnie.

Do lekarza przyjeżdża na wózku inwalidzkim facet po wypadku, w którym stracił nogi. Stara się o rentę, więc lekarz wypisuje stosowne dokumenty. Facet znika, ale wraca po trzech latach z tymi samymi formularzami. Okazało się, że orzecznik ZUS przyznał mu rentę na trzy lata i teraz facet stara się o nią ponownie. Lekarz jest nieco zdziwiony, ale cierpliwie wypełnia papiery. Sytuacja się powtarza po kolejnych trzech latach, ale teraz lekarz już się zirytował. Siada przy biurku, z którego wyciąga butelkę wódki. Pociąga jeden łyk, potem drugi i trzeci, a kiedy czuje, że już może wypełniać dokumenty pisze w odpowiedniej rubryce rozchwianym pismem "Uje…ało mu obie nogi i już mu – k… nie odrosną!". Potem pada twarzą na biurko, a facet zabiera swoje papiery. Tym razem dostał rentę na stałe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: