Niewygodne dzieci

Dzisiaj w radiu Tok FM Anna Laszuk prowadziła audycję o edukacji niepełnosprawnych dzieci. Można było posłuchać reportażu, a potem rozmowy z Agnieszką Dudzińską ze Stowarzyszenia "Niegrzeczne dzieci". No i tak jakoś mnie natchnęło na tekst o edukacji w Polsce.

Reportaż pokazał kilka ciekawych zjawisk występujących w szkołach integracyjnych. Podkreślam jeszcze raz – integracyjnych. W takiej szkole dzieci na wózkach nie mogą korzystać ze stołówki i świetlicy. Na wycieczkę też nie pojadą, bo wybrano ośrodek niedostępny, a przy tym "to są zajęcia pozaszkolne i nauczyciel nie ma obowiązku…" (cytat z pamięci).

Szkoły

Budynki szkół najczęściej nie spełniają najbardziej podstawowych zasad dostępności. Większość z nich budowana była na jedno kopyto: trzy kondygnacje ze schodami prowadzącymi na parter i dachem nad nimi. Przebudowa lub modernizacja to dość duże koszty, których nie mają samorządy. Ogólna niemoc, choć platforma to zaledwie kilkanaście tysięcy złotych, a podjazd – kilka tysięcy. Po prostu się nie da.

Dyrektorzy

Ustawa o systemie oświaty mówi wyraźnie, że dzieci mogą się uczyć w swoim rejonie. Co z tego, gdy dyrektorzy szkół mają wypracowane metody zniechęcania rodziców i odsyłanie ich do Kajfasza, którym zazwyczaj jest szkoła specjalna. Nie wszyscy są tacy i czasem z przyjęciem dziecka do szkoły nie ma problemu. To jednak jest sytuacja naturalna, więc po co ich chwalić. Dla dyrektora niepełnosprawny uczeń to kłopot, którego lepiej się pozbyć.

Nauczyciele

Większość nauczycieli nie jest przygotowanych do pracy z niepełnosprawnym uczniem. Tego ich nie uczono, a teraz nawet im się już nie chce. Postawieni przez dyrektora w sytuacji przymusowej sadzają dziecko w kącie lub na końcu klasy i zapominają. Prowadzą zajęcia rutynowo i niechaj każdy się dostosuje. W ten sposób niewidomy uczeń dociera do klasy maturalnej nie posiadając umiejętności czytania i pisania lub podstawowej wiedzy matematycznej.

Samorządy

Publiczne szkoły podlegają samorządom, które otrzymują z budżetu państwa subwencję oświatową. Na uczniów niepełnosprawnych otrzymują subwencję znacznie wyższą. Te środki nie trafiają jednak do szkoły, w której są ci uczniowie, lecz rozpływają się w ogólnym budżecie. Nic zatem dziwnego, że dyrektorzy bronią się przed uczniami generującymi problemy i koszty, skoro nie mają jak tego zrekompensować. A samorządy patrzą tylko w kolumny budżetu i wychodzi im, że najtaniej jest trzymać wszystkich uczniów w szkołach specjalnych.

Rodzice

Rodzicie niepełnosprawnego dziecka nie są prawnikami i nie czytają ustaw. Idą do dyrektora szkoły, który odsyła ich do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Ta wystawia orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, a dyrektor szkoły oddycha z ulgą. Teraz może z (niemal) czystym sumieniem powiedzieć rodzicom, gdzie jest najbliższa szkoła specjalna. Fakt możliwości prowadzenia takiego kształcenia także w jego szkole przezornie przemilcza. I rodzice zapisują dziecko do szkoły specjalnej, która też jest zadowolona. W niektórych szkołach zaczyna brakować uczniów, więc każdy jest cenny.

Prawdziwym problemem są jednak rodzice innych uczniów, tych z którymi mogłoby uczyć się niepełnosprawne dziecko. Przecież taki uczeń w klasie to obniżenie poziomu nauczania, a więc szkoda dla ich pociech. Taki problem zgłaszali nauczyciele ze szkół otwartych – rodzice czasem wręcz zabierali swoje dzieci, gdy dowiadywali się o cudaku w klasie. Podobne wypowiedzi znaleźć można także w komentarzach na portalach.

Niepotrzebne dzieci

W ten sposób te niepotrzebne i niewygodne dzieci wciąż trafiają do szkół segregacyjnych. Do segregacji pełnej (szkoły specjalne) lub drugiego stopnia (integracyjne). W danych statystycznych można zauważyć proces odpływania uczniów ze szkół specjalnych do integracyjnych i otwartych, choć nie jestem pewien, czy to nie jest statystyczna ściema. Być może jest coraz więcej dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w rodzaju dyzleksji i nadpobudliwości, które wpasowują się w system otwartej oświaty, a zawyżają liczbę uczniów ze specjalnymi potrzebami. Dzieci niewidome wciąż najczęściej uczą się w szkołach specjalnych, choć tym coraz bardziej brakuje uczniów.

Sytuacji nie zmienią rozwiązania zaproponowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, które mają dociążyć szkoły, dyrektorów i nauczycieli nie dając nic w zamian. Szykują się konferencje na ten temat i na dwie mam już zaproszenia. Sytuacja nie jest łatwa, więc i o ciekawe rozwiązania trudno.

Reklamy

One Response to Niewygodne dzieci

  1. Anna says:

    „A samorządy patrzą tylko w kolumny budżetu i wychodzi im, że najtaniej jest trzymać wszystkich uczniów w szkołach specjalnych”

    Samorządy „lubią” dzieci niepełnosprawne, bo otrzymują na nie większą subwencję. Tylko dla tych dzieci nic nie robią. Rewalidację indywidualną łaćzą w grupy, i co w tym najgorsze w jednej grupie są np. dzieci z niedowidzeniem czy niedosłuchem i z niepełnosprawnością intelektualną. Przecież w nazwie jest indywidualna, a nauczyciel musi dwoić się, żeby pracować z różnymi dziećmi.

    Takich kwiatków jest więcej. Na dziweciach niepełnosprawnych samorządy zarabiają. Dotacja powinna być docelowa, czyli dla dziecka i do szkoły, w której uczy się dziecko a nie wrzucana do jednego worka.

    Dziękuję za tą stronę. Pozdrawiam wiosennie
    Anna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: