Wirusowa definicja

Ilekroć w ustawach lub ich projektach napotykam na sformułowanie "osoba niepełnosprawna" włącza mi się migająca lampka alarmowa. Zaczynam się zastanawiać, jak taki zapis będzie interpretowany przy realizacji prawa. Często jest to element rozbudowy systemu rehabilitacji, czy może raczej – zakażania różnych obszarów życia tym systemem.

Pisałem już wcześniej o różnicy pomiędzy definicją prawną, a funkcjonalną, więc powtarzać się nie będę. Jednak teraz warto spojrzeć na zjawisko definiowania osoby niepełnosprawnej w prawie pod nieco innym kątem. Otóż ustawodawcy często ułatwiają sobie życie tworząc prawo używając już raz zdefiniowanych pojęć na własne potrzeby. Dlatego dosyć często można znaleźć w ustawach definicję następującej treści:

przez … niepełnosprawnego rozumie się osobę, o której mowa w art. 1 ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych z dnia 27 sierpnia 1997 r.

Na pierwszy rzut oka wydaje się to posunięciem logicznym i wygodnym, bo po co definiować ponownie pojęcie, które zostało już wcześniej zdefiniowane. Tak myśleć mogą jednak tylko osoby święcie wierzące w skuteczność polskiego systemu rehabilitacji, jego niezmienność i powszechność. Powiedzmy – jego omnipotencję.Jednak to przenoszenie definicji na przykład do prawa wyborczego lub o szkolnictwie wyższym w praktyce może ograniczać dostęp do rozwiązań przewidzianych dla osób niepełnosprawnych dużej części tych osób.

W świetle definicji zawartej w art. 1 ustawy o rehabilitacji… za osobę niepełnosprawną uznaje się tylko taką, która posiada orzeczenie o niepełnosprawności, o stopniu niepełnosprawności lub o niezdolności do pracy. Jeżeli ktoś dokumentu nie posiada, to osobą niepełnosprawną nie jest i basta. Faktyczna niepełnosprawność (choćby czasowa) nie ma tu żadnego znaczenia.

Takie definiowanie jest sensowne w wypadkach transferowania dóbr – rent, kart parkingowych, dofinansowań do zakupu sprzętu rehabilitacyjnego. Jednak poważne wątpliwości budzi już finansowanie dla tak zdefiniowanych osób instrumentów rynku pracy – szkoleń staży itp. Argumentem – jak zwykle – jest ochrona tej grupy, bo dla nich wydzielona jest specjalna pula pieniędzy, z której mogą korzystać tylko one. Obecnie jesteśmy jednak świadkami ciekawej sytuacji: pula "specjalna" skurczyła się do minimum, podczas gdy "pula normalna" – pochodząca z Funduszu Pracy – jest bardzo zasobna. Jak więc często bywa mechanizm ochronny obrócił się przeciwko tym, których miał chronić.

Ten sam mechanizm ochronny próbuje się wykorzystać także w innych obszarach. Wpisano go na przykład w projekt ustawy o dostosowaniu organizacji wyborów do potrzeb osób niepełnosprawnych, co ma zapewnić z jednej strony oszczędność, a z drugiej – dostęp tylko dla osób uprawnionych. Jednak "osoba uprawniona" nie zawsze oznacza to samo, co "osoba potrzebująca", czego ustawodawcy jakoś nie dostrzegają. W tym akurat projekcie możliwość skorzystania oznacza mitręgę administracyjną, która zniechęci większość "osób potrzebujących"

Czasami definicja nie jest podana wprost, ale pośrednio. Czasem wręcz tak subtelnie, że nie od razu da się ją dostrzec. Za przykład niech nam posłuży projekt nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym. W art. 94 wylistowano dotacje, jakie otrzymują uczelnie, a w pkt. 11 znalazła się dotacja na koszty związane z kształceniem studentów i doktorantów będących osobami niepełnosprawnymi. Zajrzyjmy teraz do tekstu jeszcze obowiązującego i w tym samym miejscu znajdujemy dotację na koszty związane z kształceniem i rehabilitacją leczniczą studentów niepełnosprawnych. A zatem usunięto rehabilitację leczniczą, a dodano doktorantów, których wcześniej brakowało. To jednak nie koniec zmian, bo przecież nie zastosowano pojęcia "studentów i doktorantów niepełnosprawnych" ale "studentów i doktorantów będą cych osobami niepełnosprawnymi". Różnica subtelna, ale znacząca, ponieważ "osoba niepełnosprawna" jest już zdefiniowana w innym akcie prawnym, a zatem zapewne należy się nią posługiwać. W ten oto sposób system rehabilitacji zamierza zagarnąć niezależny do tej pory system kształcenia wyższego.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że system rehabilitacji rozszerza się jak swego rodzaju choroba. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby był sprawny i uniwersalny, ale on jest zbiurokratyzowany i sztywny. Nie dopuszcza do siebie nikogo, dopóki nie odbędzie procedury administracyjnej i nie uzyska orzeczenia. Teraz z niepokojem czekam, aż obok naklejki z ludzikiem na wózku umieszczonej nad siedzeniem w autobusie znajdzie się druga – "dla posiadaczy orzeczenia o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności". Albo kontrolerzy przed podjazdami dopuszczający do wejścia jednych, a odrzucający innych. Przecież przepisy stworzone dla osób niepełnosprawnych są w wielu miejscach, na przykład w prawie autorskim. A kiedy system pożre już wszystkie możliwe obszary, to okaże się, że połowa naszych obywateli to osoby niepełnosprawne. Bo przecież każdy jest w jakimś stopniu i w pewnych obszarach mniej sprawny od innych. I co wtedy?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: