Nie umiem się leczyć w publicznej służbie zdrowia

Po moim zeszłorocznym wypadku przeszedłem leczenie szpitalne, leczenie domowe i intensywną rehabilitację. Jednak nadal jest marnie, więc postanowiłem dalej pracować nad leczeniem nogi. I nagle okazało się, że nie potrafię się leczyć.

System publicznej opieki zdrowotnej jest tak skomplikowany, niejasny i dowolnie interpretowany, że pacjent staje się w nim bezradny jak bohater powieści Franza Kafki. Przynajmniej ja to tak odczuwam. Poniżej opiszę, co mnie spotkało w ciągu ostatniego tygodnia.

Otóż przyjaciele z Krakowa znaleźli mi dobrego ortopedę, który pracuje w szpitalnej poradni ortopedycznej. Tenże ortopeda zaangażował się i polecił mi zdobyć skierowanie od mojego lekarza pierwszego kontaktu. Lekarz pierwszego kontaktu nie miał ze mną żadnego kontaktu, więc w ogóle mnie nie zna, bo nieczęsto się leczę, ale cóż było robić – telefon do przychodni i rezerwacja wizyty. Mojego LPK nie ma, bo jest na urlopie, więc zapisuję się na wizytę do innego.

Podczas wizyty przedstawiam sprawę i lekarz odmawia mi wydania skierowania na konsultację do lekarza z innego województwa. Twierdzi, że nie może tego zrobić i już. W domu siadam do Internetu, dzwonię do znajomych i nie znajduję potwierdzenia dla tej decyzji. Cóż robić – znowu telefon do rejestracji i zamawiam kolejną wizytę, tym razem już do mojego lekarza pierwszego kontaktu.

Następuje pierwszy kontakt z lekarzem pierwszego kontaktu i nie jest zbyt pozytywny. Po pierwsze w rejestracji ktoś zapomniał wpisać moją wizytę i muszę prosić o przyjęcie mimo to. Po drugie, po przedstawieniu prośby, lekarka także odmawia wydania mi skierowania. Tym razem argument najpierw wprowadził mnię w osłupienie, a potem we wściekłość. Otóż pani doktor nie da mi skierowania, ponieważ "skoro mój kolega odmówił, to jej nie wypada zmieniać tej decyzji"… Potem jeszcze dowiedziałem się, że takie skierowanie powinien mi wydać lekarz prowadzący (czyli ten z przychodni przyszpitalnej), a przecież do niego też potrzebuję dostać skierowanie od LPK.

Stan irytacji minął mi po godzinie. Pozostała bezradność wobec systemu. Ja po prostu wyciągnę pieniądze z konta i pójdę do prywatnego lekarza. Ja nie umiem leczyć się w publicznej służbie zdrowia. Szkoda tylko, że nie mogę tych pieniędzy wydać z tych tysięcy, które co roku wpłacam do NFZ.

One Response to Nie umiem się leczyć w publicznej służbie zdrowia

  1. pacjent pisze:

    ostatnio od konowała z ubezpieczalni usłyszałam, że po co chodzę do prywatnego gabinetu i że jakbym do niejsz poszła prywatnie to by mi jeszcze więcej badań mogłą zlecić. tylko że gdybym poszła prywatnie to może W KOŃCU ZACZĘŁA BY MNIE DIAGNOZOWAĆ I LECZYĆ. teraz wypadałoby żeby lekarz z prwyatnego gabinetu wystawił rachunek/fakturę temu konowałowi z przychodni z ubezpieczalni, gdzie nic nie potrafią. a za pieniądze lekarz potrafi się nawet uśmiechnąć. wolę zapłacić za prywatną wizytę niż dawać łapówki w publicznych „placówkach służby zdrowia”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: