Powrót z Lusitanii

W piątek wieczorem dotarłem do domu po niemal pięciodniowym pobycie w Portugalii. Wyjazd dał mi sporo do myślenia i swoimi uwagami chcę się podzielić na blogu. Bo to wszystko nie jest takie proste…

Portugalia nie jest bogatym krajem, a 10% jej dochodów pochodzi z turystyki. Przez dłuższy czas nie mogłem zatem zrozumieć, dlaczego z takim lekceważeniem odnoszą się do niepełnosprawnych turystów. Przecież oni też mają pieniądze i mogą podróżować po świecie. Jednak nikomu nie mogę polecić Portugalii jako celu podróży.

Już na lotnisku okazało się, że Lizbona różni się od Warszawy na niekorzyść. W Warszawie nie mieliśmy żadnych problemów z asystą i wszystko grało jak w zegarku. W Lizbonie jest zupełnie inaczej – pracownicy są niezorganizowani, lekceważący i niestaranni. Tak było gdy przyleciałem, a jeszcze gorzej gdy odlatywałem. Uznałem to za przypadkowe niedopatrzenia, ale niesłusznie.

Projekt, w którym biorę udział, polega na tworzeniu warunków dla dostępnej turystyki. Dlatego w programie było zwiedzanie hoteli dostępnych dla niepełnosprawnych turystów. Obejrzeliśmy dwa: ten, w którym mieszkaliśmy i zupełnie nowy, dosyć luksusowy. Oba nie były dostępne.

Pytaliśmy o to zarówno w hotelach, jak i na spotkaniach z organizatorami wizyty i odpowiedzi były różne. Pracownicy hoteli mówili, że dostosowania są wprowadzane, bo jest takie prawo, czyli nałożono na nich taki obowiązek. Ponieważ jednak obowiązek nie przekłada się na zrozumienie problemu, to mogliśmy spotkać tak ciekawe rozwiązania, jak uchwyty do podciągania się, do których nie można sięgnąć lub dojazd do balkonu zastawiony stolikiem. Z wypowiedzi indagowanych osób zrozumieliśmy, że oni nie traktują osób niepełnosprawnych jak klientów, a przepisy są dla nich utrapieniem i nadmiernym obowiązkiem. Wypełniają go więc byle jak.

Z kolei organizatorzy wizyty tłumaczyli nam, że to są bardzo silne uwarunkowania kulturowe. Osoby niepełnosprawne są pariasami społeczeństwa portugalskiego, a często przynoszą wstyd rodzinie. Ta silna świadomość powoduje, że bardzo trudno jest promować tam równość praw, uniwersalne projektowanie lub dostępność. Oni zatrzymali się (mam nadzieję, że tylko chwilowo) na poziomie indywidualnych dostosowań. A podstawową argumentacją jest położenie Lizbony na wzgórzach, co sprawia poważne problemy w poruszaniu się.

Taka argumentacja do mnie nie przemawiała, bo przecież trzeba zmieniać świat, a nie trwać w przesądach. Potem jednak zacząłem myśleć nad przyczynami takiego stanu rzeczy i doszedłem do wniosku, że to jednak nie jest takie proste.

Warunki środowiskowe sprawiają, że dopóki ktoś jest zdrowy i sprawny to radzi sobie samodzielnie w Lizbonie. Gdy przychodzi starość lub niepełnosprawność radzi sobie coraz gorzej, aż w końcu pozostaje w domu. Staje się dla rodziny obciążeniem, bo przecież trzeba zrobić zakupy, zawieźć do lekarza lub urzędu. Rodzina nie zastanawia się nad tym, że gdyby nie warunki terenowe, to ta osoba mogłaby radzić sobie sama w niemal każdej sytuacji. Uzależnienie tworzy więź o dosyć negatywnym odcieniu – pogardy i lekceważenia. To się przenosi także na wszystkie osoby niepełnosprawne napotykane na przykład w hotelu lub na lotnisku. Jeżeli taką osobą trzeba się ciągle opiekować, to czym różni się od małego dziecka?

Nie mam zamiaru usprawiedliwiać, ale staram się zrozumieć. Może być tak, że warunki środowiskowe bardzo mocno wpływają na postrzeganie niepełnosprawności, może silniej niż religia lub zamożność danego kraju. Warto pod tym kątem przyjrzeć się innym miastom, a szczególnie stolicom, bo to z nich płynie przykład dla prowincji.

Na koniec dwa przykłady ilustrujące podejście Portugalczyków do problemu. Stacja metra w pobliżu naszego hotelu była dostępna, ale dopiero w środku. Windy, odmienna nawierzchnia na peronach, o którą nie można doprosić się w Warszawie. Ale na stacje prowadzą schody i nie ma żadnej windy, więc osoba na wózku nie dostanie się tam, o ile nie zostanie zniesiona. W nowiutkim hotelu, który miał być wizytówką dostępnej Lizbony, jest spa. Są tam trzy łazienki: dla pań, dla panów i dla niepełnosprawnych. Oznacza to, że niepełnosprawni nie mają płci, skoro mają jedną łazienkę. Gdyby zamiast tej "specjalnej" łazienki powiększyć i dostosować te dwie dla pań i panów, to problemu by nie było. Ale to po prostu nie przyszło projektantom do głowy. Bo osoba niepełnosprawna to wciąż jest ten obcy, spoza społeczeństwa. W Polsce też zdarzają się takie wpadki, ale w Portugalii jest to raczej reguła, więc nie musimy się wstydzić. Może jednak to zasługa płaskiej Warszawy, a nie głębszej świadomości Polaków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: