Uniwersalne projektowanie serwisów internetowych (3) użytkownicy, którzy nie widzą

Czas przejść krok po kroku analizę użytkowników. Dla mojej wygody podzieliłem ich sobie na cztery kategorie i dzisiaj opiszę pierwszą – tych, którzy nie widzą lub nie wszystko widzą.

Użytkownicy ślepi lub półślepi

Rozważamy zatem użytkowników, do których nie dociera informacja wizualna lub dociera w ograniczonym stopniu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że chodzi tu o ludzi niewidomych lub słabowidzących. To prawda, ale tylko częściowa, bo takich użytkowników jest o wiele więcej. Gdyby jednak pozostać tylko przy tych, to i tak warto się przyłożyć, bo jest ich około 860 tysięcy w Polsce. Na taką liczbę wskazuje badanie stanu zdrowia ludności wykonane przez GUS w 2004 r.

Tak naprawdę są jeszcze inni użytkownicy mający problemy z odbiorem całości lub części informacji wizualnej. Są to:

  1. osoby z zaburzeniem widzenia barw (daltoniści), których jest około 5% w populacji mężczyzn. Kobiety, jak powszechnie wiadomo, rozpoznają wszystkie kolory możliwe do uzyskania na 24 bitach, a co więcej – znają ich nazwy.
  2. Użytkownicy korzystający z Internetu na urządzeniach wyposażonych w małe wyświetlacze, na przykład telefony komórkowe, palmtopy i odtwarzacze MP4. Co więcej – nie chodzi tu tylko o to, że literki i obrazki są tam naprawdę malutkie. Dla oszczędności można bowiem wyłączyć ładowanie grafiki (mniej pakietów do pobrania), a więc elementy interfejsu mogą się także nie wyświetlać.
  3. Użytkownicy drukujący strony internetowe lub wyświetlający je na monochromatycznych monitorach mogą nie mieć dostępu do informacji przekazywanej za pomocą kolorów. Podobnie jak daltoniści są zatem odcięci od informacji kontekstowej, która wielu osobom wydaje się tak oczywista. Na przykład oznaczenie na czerwono ważniejszych informacji może okazać się nieskuteczne. Zastosowanie zbyt małego kontrastu może sprawić, że na papierze otrzymamy niemal jednolicie szary wzorek, chociaż strona źródłowa wyglądała ładnie.
  4. Użytkownicy niektórych urządzeń nie będą w stanie zobaczyć pewnych elementów, ponieważ ich urządzenia nie potrafią ich wyświetlić. Tak może być na przykład na styku Iphone i Flasha. Jeżeli informację zaprezentujemy w tej technologii, to o użytkownikach nadgryzionego telefonu możemy zapomnieć. Podobnie – beztroskie stosowanie apletów Java może się okazać marnym pomysłem, gdyż nie każdy użytkownik ma zainstalowaną wirtualną maszynę i często nie pomoże nawet polecenie zainstalowania jej na komputerze, chociażby z powodu wprowadzonych zabezpieczeń.
  5. Na koniec najważniejsi użytkownicy ślepi na treść – automaty, czyli wszelkiego rodzaju roboty internetowe, wyszukiwarki, agregatory, crawlery, spidery i cała ta cyfrowa menażeria. Dla nich obrazek to po prostu nic nie mówiący ciąg bitów, który zostanie odrzucony. Trwają pierwsze próby uczenia programów rozpoznawania obrazów, ale idzie to powoli i generuje wiele błędów.

Podsunąć informację na inny sposób

Zaradzenie problemowi jest stosunkowo proste, choć wymaga pewnej staranności i przemyślenia postępowania z informacją. Do wykonania są następujące elementy:

  1. Zapewnić informację alternatywną, która zastąpi wizualną.
  2. Zapewnić, że kolor nie będzie jedynym sposobem przenoszenia informacji.
  3. Zapewnić odpowiedni kontrast między tłem i treścią.
  4. Zapewnić dostarczanie informacji semantycznie uporządkowanej.

Informację alternatywną dostarcza się z obrazami za pomocą atrybutu ALT i jest to standardowe rozwiązanie stosowane w HTML. Warto też pamiętać, że tworzenie opisów alternatywnych wymaga włożenia pewnego wysiłku intelektualnego. Po uzupełnieniu opisów alternatywnych można spokojnie wyłączyć ładowanie grafiki i portfel klienta sieci komórkowych też odetchnie. Trzeba też dodać, że te opisy są bardzo chętnie analizowane przez systemy wyszukiwawcze, na przykład Google i odpowiednio skonstruowane bardzo pozytywnie wpływają na indeksowanie i pagerank. Informacja wizualna to także filmy i animacje, do których także można dołączyć tekst alternatywny, ale to już zupełnie inna historia.

Spełnienie drugiej zasady jest banalnie proste do zrobienia i diabelnie trudne do zapamiętania. Wydaje się, że najlepiej jest stosować oznaczenia semantyczne elementów, które zamierzamy wyróżnić. Potem wystarczy odpowiednio zaprojektować style i problem znika. Wyróżniać istotne informacje można przez zmianę koloru, wytłuszczenie, pochylenie i na wiele innych sposobów. Wyróżnienie za pomocą ikony informacyjnej jest także dobrym rozwiązaniem, o ile pamięta się o prawidłowym opisie alternatywnym.

Dla wszystkich użytkowników istotne jest stosowanie odpowiednich kontrastów pomiędzy tłem i treścią dokumentu. Fachowo jest to stosunek składowych luminancji dwóch kolorów, a do jego wyliczania ułożono wzór mogący przyprawić o zawał przeciętnego humanistę. Jednak w praktyce chodzi o to, że tekst powinien być znacznie ciemniejszy niż tło. Zdecydowanie nie należy stosować żadnych grafik jako tła, choćby naciskał na to najważniejszy kierownik działu kreacji w firmie. Powtarzam jeszcze raz – strona internetowa to nie obraz francuskiego impresjonisty, tylko narzędzie komunikacji.

Najtrudniej jest spełnić czwartą zasadę, ponieważ wymaga ona najwięcej wysiłku. Nie dlatego, że jest to trudne, ale dlatego, że wymaga zmiany przyzwyczajeń. Wizualne edytory stron internetowych, Word i inne tego typu narzędzia przyzwyczaiły nas, że dany obiekt jest tym, na co wygląda. Jeżeli coś wygląda jak tabela, to jest tabelą. Jeżeli wygląda jak lista, to jest listą. A często wcale tak nie jest. Języki opisu dokumentów zostały zaprojektowane do tworzenia dokumentów semantycznych i mają odpowiednie znaczniki nagłówków, tabel, list, skrótów, a nawet adresów. Konsekwentne ich stosowanie pozwala na swobodną manipulację stylami i dowolne ich formatowanie. Takie elementy są także zrozumiałe dla automatów sieciowych, co umożliwia wyłuskanie i przetworzenie informacji. Nikomu nie przyjdzie do głowy, by nazywać kanałem RSS zwykły plik tekstowy, a nagminnie zdarza się budowanie tabel przez pozycjonowanie poszczególnych elementów stylami. Taka tabela nie jest naprawdę tabelą, a jedynie wygląda jak tabela, a i to tylko w sprzyjających warunkach. Automaty nie są w stanie znaleźć nagłówków kolumn lub podpisu do takiej tabeli, a najczęściej w ogóle jej nie znajdą w dokumencie. Po co komu zatem taka pokraka?

Na koniec

Informacja w Internecie jest prezentowana najczęściej w formie wizualnej. To jednak nie zwalnia projektantów serwisów internetowych od zastanowienia, czy aby każdy użytkownik zobaczy każdą informację. Zadziwiająco dużo pracy wkłada się w to, by strona wyglądała w każdej popularnej przeglądarce identycznie, co jest zupełnie niewykonalne. Wystarczy, że użytkownik powiększy sobie czcionki (do czego ma święte prawo) i cały układ strony się rozjeżdża. Gdyby jednak – zamiast pracowitego układania elementów na siatce – poświęcić czas na odpowiednie oznaczenia semantyczne tych samych elementów, to nawet strona rozjechana zachowa swoją funkcjonalność. No i będzie dostępna dla wszystkich użytkowników.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: