Szablonowa niedziela – kolejna, a przecież inna

Wróciłem z wyborów przed chwilą. Oddałem głos na prezydenta Warszawy, a pozostałe karty są w kieszeni mojego płaszcza. To była kolejna szablonowa niedziela, która jednak różniła się od innych. Po raz pierwszy zagłosowałem naprawdę tajnie. Nawet Ewa nie zna mojego wyboru.

Prawami wyborczymi zajmuję się od trzech lat. Zaczynało się od kompletnego niezrozumienia problemu, bo przecież do tej pory było dobrze, więc po co zmieniać. Potem stopniowo przychodziło zrozumienie i poszukiwanie rozwiązan: spotkania z Państwową Komisją Wyborczą, u Prezydenta RP, w Sejmie i u Rzecznika Praw Obywatelskich. Potem testowanie rozwiązania, szacowanie kosztów, mobilizowanie osób niewidomych i dziennikarzy. Machina ruszyła, bo oliwiła ją energia różnych ludzi.

Na dzisiejszych wyborach nie mógł być Jarek Gniatkowski, który dzielnie sekundował mi od pierwszego eksperymentu wyborczego. Jest teraz w szpitalu i nie myśli o szablonach, tylko o swoim zdrowiu. Za to byli ze mną dziennikarze Wojciech Karpieszuk i Karolina Olszewska. Pierwszy nawet był ze mną w lokalu wyborczym. To nie ja ich ścigałem, żeby nagłaśniać medialnie sprawę. To oni pamiętają i odzywają się przed każdymi wyborami, pytając mnie co słychać.

W tym roku Urząd Miasta Warszawy z własnej inicjatywy przygotował szablony do głosowania i rozdystrybuował je do wszystkich lokali w Warszawie. Z oporami, ale ostatecznie pobłogosławiła takie działania Państwowa Komisja Wyborcza. Po raz pierwszy komisja wyborcza nie stanęła przed problemem nie do rozwiązania i obyło się bez konfliktów lub awantur. Po raz pierwszy także zagłosowałem w sposób tajny, bo nawet Ewa nie wie, kogo wybrałem.

I wreszcie – od początku jest ze mną właśnie Ewa. Inna żona może złościłaby się, że robię cyrk i dziwaczę. Od niej nigdy tego nie usłyszałem. To ona przy poprzednich wyborach robiła dla mnie szablon za pomocą nożyczek. Cierpliwie znosi też niespodziewane informacje, że do naszego domu wpadnie ekipa telewizyjna i poprzestawia wszystko, co się tylko da. Jestem jej wdzięczny za tą cierpliwość i wyrozumiałość.

Czasem nachodzą mnie wątpliwości, zaduma na temat wagi tego problemu. Zastanawiam się, czy komuś jeszcze zależy na tym, na czym zależy mi i tej małej garstce pomagających mi ludzi. Może inni mają to w nosie i nie uważają tego za ważne i potrzebne. Jednak takie wątpliwości, chociaż pojawiają się często, nie powstrzymają mnie od dalszej pracy. Osiągnięcie celu ważnego choćby dla tej garstki będzie dla mnie dostatecznie dużym sukcesem. A sukces już widać na horyzoncie. Wyłania się spoza niego w postaci projektu ustawy, stanowiska PKW i działań władz samorządowych. Kiedy do niego dopłyniemy, trzeba będzie rozejrzeć się za następnym celem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: