Pies przewodnik, pieniądze i przekręty

Coraz więcej się pisze i w coraz dziwniejszych tonach o sprawie Bruna – psa przewodnika pewnego niewidomego mieszkańca Opola. Historia z jednej strony zaczyna się klarować, a z drugiej pojawia się w niej coraz więcej wątków. Warto się im przyjrzeć nieco bliżej.

Na początku historia wyglądała tak: ktoś otruł psa osoby niewidomej. Pies przeżył, ale wymaga bardzo skomplikowanej terapii, która kosztuje dosyć drogo i wykonywana jest tylko w niektórych przychodniach weterynaryjnych. Pewna fundacja uruchamia subkonto, na którym zbiera datki na leczenie psa od ludzi wielkiego serca.

Nagle w prasie wybucha skandal: chciwa fundacja nie chce przekazać pieniędzy na leczenie psa, chociaż to właśnie na ten cel pieniądze przekazywali darczyńcy. Biedny niewidomy tancerz ze swojej bieda-renty musi pokrywać ogromne rachunki za przewóz psa na leczenie. Dziennikarze ubolewają, a opinia publiczna jest oburzona. Normalny tryb dla realizacji interwencji dziennikarskich.

Jednak po pewnym czasie historia zaczyna się gmatwać, bo fundacja zaczyna się bronić. Przedstawiciele opowiadają o zawyżonych rachunkach za przejazdy, groźbach ze strony niewidomego i ogólnie złej współpracy. Szczegóły się mnożą, a opinia publiczna nie wie już teraz, co ma o tym myśleć Ostatnie wieści są takie, że fundacja zamierza przeznaczyć zebrane 45 tysięcy złotych na wyszkolenie dwóch psów przewodników, a niewidomy domaga się wypłacenia mu całości pieniędzy zebranych na subkoncie. Sam zresztą też się stara i zbiera datki także na swoim prywatnym koncie w banku.

To wszystko powyżej są oczywiście doniesienia prasowe, których nie jestem w stanie zweryfikować. Jednak sama historia nadaje się do pewnych rozważań teoretycznych. Na przykład – do kogo należą pieniądze zebrane na koncie fundacji, jeżeli zbierane były na konkretny cel? I co z nimi zrobić, jeżeli cel został już osiągnięty, a środki pozostały?

Na pierwsze pytanie odpowiedź jest prosta: pieniądze należą do fundacji. Ale ta odpowiedź, chociaż formalnie poprawna, budzi jednak wątpliwości. Pieniądze zostały bowiem przekazane fundacji na ściśle określony cel, a zatem powinny być nań przekazane. Konto organizacji stanowi zatem rodzaj platformy obsługi operacji finansowej transferu środków od darczyńców do obdarowanego. Jednak wiąże się to z pewnymi obowiązkami i kosztami ze strony fundacji, a zatem ma ona prawo do decydowania o sposobie wydawania tych pieniędzy. Krótko mówiąc – sama wkopała się w tak zagmatwaną sytuację.

Odpowiedź na drugie pytanie jest jeszcze trudniejsza i  chyba nikt nie będzie potrafił z sensem jej sformułować. Pieniądze są bowiem trochę fundacji, trochę darczyńców, trochę obdarowanego, a jeszcze odrobinkę nawet psa. Co bowiem w sytuacji, gdyby pan pozbył się swojego przewodnika przekazując go innej osobie? Do kogo powinny trafić pieniądze i na co? Darczyńcy zaś wyrazili swoją wolę przekazując wpłaty na określony cel i mają prawo oczekiwać, że trafią do odpowiedniej osoby. I znowu można napisać, że sami sobie zgotowali taki los.

Jakiś czas temu grupa organizacji pozarządowych wystąpiła z propozycją wprowadzenia zakazu zbierania wpłat z odpisów jednoprocentowych z przeznaczeniem na konkretne osoby. Pojawił się bowiem cały rynek, oparty o system łańcuszkowy, wykorzystujący pocztę elektroniczną i portale społecznościowe. Bez wielkich nakładów, promocji i sensownej weryfikacji, pewne organizacje zdobywały miliony z tych odpisów, chociaż nikt nie wiedział, czym się one zajmują. Przeciwko proponowanemu zakzowi wystąpiły inne – bardzo duże – organizacje pozarządowe i  pomysł upadł. Mamy zatem mętną sytuację, gdy dobry człowiek wpłaca darowiznę na konkretny cel i nie ma najmniejszego pojęcia, jak została ona wykorzystana. Nie twierdzę, że te pieniądze są matrotrawione lub wręcz defraudowane, ale po prostu nie są w żaden sposób kontrolowane. A chodzi tu dziesiątki, jeżeli nie setki, milionów złotych. Dlatego ja mam swoją własną koncepcję w tej sprawie: kasuje wszystkie emaile, gdzie ktoś prosi o pomoc w zrobieniu operacji za granicą, w zakupie wózka inwalidzkiego, w remoncie domu itp. Pieniądze wpłacam organizacji, do której mam zaufanie i niechaj to ona zdecyduje, jak te pieniądze wydać. Sam pracuję w organizacji pozarządowej i wiem, że utrzymanie jej kosztuje ogromnie dużo pieniędzy. Na litość nikt mnie już nie weźmie, a na solidność wciąż daję się naciągać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: