Fedrowanie w opuszczonej kopalni

PFRON ogłosił na swojej stronie internetowej siódmy konkurs o zlecenie realizacji zadań w 2011 roku w ramach art. 36 ustawy z dnia 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, ale nie ma się co nadmiernie cieszyć. Jak zwykle pojawiają się magiczne słowa "pod warunkiem", które znaczą mniej więcej "damy, jak sami będziemy mieli".

Miałem już pod palcami kolejny złośliwy komentarz, kiedy naszła mnie nostalgia i jakieś współczucie dla pracowników PFRON. Przecież jedynym celem istnienia tej instytucji jest wydawanie pieniędzy – na zatrudnianie, rehabilitację, badania i inne cele zapisane w ustawie. Co jednak robić, gdy nie ma czego wydawać?

Od razu w głowie pokazał mi się obraz wyeksploatowanej kopalni, w której złoża się już wyczerpały, a górnicy zjeżdżają na dół raczej z przyzwyczajenia, niż dla podziemnych bogactw. Wciąż mają nadzieję, że inżynierowie odkryją nowe złoża, a oni będą mogli je zaatakować dynamitem, kombajnami i kilofami. I wszystko znowu ruszy i będzie ruch, praca i sens. Na razie sensu nie ma, ale może już jutro, najpóźniej za kilka tygodni…

Normalny człowiek musi czuć sens swojej pracy. Inaczej jest nieswój, czuje się zagrożony i kontrolowany. Jak długo można markować pracę; wykopywać rowy, które następna ekipa zasypuje w tym samym tempie? Jakiś czas się da, ale przecież nie w nieskończoność. Do tego syndrom oblężonej twierdzy – dookoła wszyscy czyhają na potknięcie, żeby dokopać możliwie boleśnie.

Markowanie pracy szkodzi nie tylko samym pracownikom PFRONu, ale także tym, którzy z nimi współpracują. Wolne moce przerobowe urzędników pozwalają na wielokrotne i bardzo uważne wczytywanie się w sprawozdania i niezbyt już częste wnioski o płatność. Można wyłapać więcej potknięć, przyczepić się do krzywego stempelka lub niewyraźnego podpisu. Jest sukces, jakiś efekt pracy, a zatem praca ta ma sens. Więc nowa energia wstępuje w pracowników i koło kontroli się rozkręca…

W końcu doprowadzi to do kawkowskiego syndromu pracy dla własnego istnienia – bez sensu, ale za to z gorliwością. Już dochodzą mnie słuchy o niezwykłej wprost skrupulatności kontrolerów i coraz bardziej sękatych belkach rzucanych pod nogi organizacjom pozarządowym, a także – o dziwo – pracodawcom. Kto ciekaw – niech poszuka informacji o systemie Altmanna.

Jak długo to jeszcze potrwa? Niezbyt długo. Albo pieniądze się pojawią, a zatem trzeba będzie je wydawać, co ociepli stosunki między Funduszem a wnioskodawcami. Albo pieniądze się nie pojawią, a zatem ofiary tego systemu przestaną się pojawiać w PFRONie i urzędnicy zostaną już zupełnie sami. Mogą co prawda sięgnąć kontrolami bardziej w przeszłość i jakoś ukształtować sobie nowy etos pracy, ale i tak potrwa to najwyżej do połowy 2012 roku. Potem wszystko się zmieni. Może nie wszystko, ale jednak sporo.

Ciemno i cicho w tej kopalni. Wagoniki stoją w bezruchu na bocznicach. Jednak ktoś wciąż czuwa i ma nadzieję. I wywiesza co jakiś czas komunikaty, że może będzie lepiej. Niech mu będzie na zdrowie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: