Kto ma prawo do życia

Ponownie uruchamiana jest dyskusja o przerywaniu ciąży, a to między innymi za sprawą artykułu z Gazety Wyborczej. Bohaterce tego artykułu odmówiono aborcji w poznańskiej klinice, a zabiegu dokonano w Warszawie. Mam na temat aborcji własne zdanie, ale tutaj chciałbym poruszyć tylko jeden aspekt – uzasadnienia dla przerwania ciąży.

Polskie prawo – wbrew temu co pisze Ewa Siedlecka – nie jest tu wcale takie oczywiste. Zespół Downa sam w sobie nie zagraża życiu, a powikłań z nim związanych poznańscy lekarze nie odkryli. Nie zauważyłem też, czy takowe odkryli lekarze z Warszawy, ale zakładam że wcale ich nie szukali. Dla nich wystarczający był sam zespół Downa. Podobnie uważa cytowany w artykule prof. Zaręba -  genetyk.

Jakie prawo ma pan Zaręba, matka lub Ewa Siedlecka do oceniania, czy człowiek z zespołem Downa ma prawo żyć, czy też nie? Nie mają, bo decyzja należy do lekarzy. Można jednak sprawnie wpleść w opowieść historię czternastolatki mobbingowanej przez księdza, który powstrzymywał ją od dokonania aborcji. A przecież akurat ta czternastolatka była w prawie, a pani Anna – nie. A może jednak była, skoro w Warszawie aborcji dokonano.

Wygląda na to, że poznańscy lekarze spojrzeli znacznie uważniej na przepisy i uznali, że nie zachodzi żadna przesłanka dla przerwania ciąży: ciąża nie zagrażała życiu i zdrowiu kobiety, nie pochodziła z czynu zabronionego, a płód nie był nieodwracalnie uszkodzony. Niewątpliwie jednak był obarczony pewnym schorzeniem, a zatem nie był dzieckiem na dziesiątkę. Czy to jednak wystarczy by go zabić?

Kiedyś już poruszałem temat eugeniki i tego, skąd się wzięła i do czego doprowadziła. Jednak historia niczego ludzi nie uczy. Nadal są tacy, którzy uważają ludzi niepełnosprawnych za niepełnowartościowych, a zatem niegodnych zasilania społeczeństwa. Przepis o możliwości dokonania aborcji na uszkodzonym płodzie nie może być rozciągany jak gumka, wedle potrzeb. Czy bowiem wykrycie u płodu wad w rodzaju braku oczu, rąk lub wady serca jest wystarczającym powodem do aborcji? Dla warszawskich lekarzy zapewne tak. A zatem mogli nie urodzić się Karolina, Wojtek lub Michał. A to są wady możliwe do wykrycia tylko poprzez zwykłe badania prenatalne. Jak prof. Zaręba weźmie się za sekwencjonowanie genomu, to będzie mógł wskazać więcej płodów do aborcji.

To jest bardzo niebezpieczna praktyka. Po pierwsze – pokazuje, kto jest lepszy, a kto gorszy, zupełnie tak, jak robili to niegdysiejśi eugenicy. Po drugie – relatywizuje życie, o którym może decydować dowolny lekarz. Jak jeden uzna, że nie ma podstaw do aborcji, to zawsze można poszukać innego. I ta polityka w krótkim czasie doprowadzi do powstania klinik aborcyjnych, gdzie dokonywać się będzie usunięć na życzenie. Bo przecież każdemu można znaleźć jakąś wadę. Po trzecie wreszcie – dziennikarze i lekarze pokazują właśnie ludziom z zespołem Downa, kim są – bezwartościowymi śmieciami, niegodnymi by się urodzić.

To bardzo smutna historia, pokazująca jak pozorna światłość i nowoczesność jest w praktyce archaiczna i zacofana. Jak mamy budować społeczeństwo równych szans, gdzie dobrze czuć się będą niepełnosprawni obywatele, jednocześnie odmawiając im prawa do życia? Ja sobie tego nie wyobrażam. Chyba trzeba wreszcie tym postępowym ludziom wytłumaczyć, że każde życie jest tyle samo warte. Tylko czy to się uda? Przecież oni są młodzi i zdrowi, a ten płód był chory. Był, bo już go nie ma. I już nigdy się nie urodzi, żeby się upomnieć o swoje prawa.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: